Wielki, szary plecak zapakowany ubraniami i duża torba wyposażona w
zestaw do szycia, wraz z moimi podopiecznymi to w sumie cały mój życiowy
dobytek, ale w sumie czego więcej potrzeba do przeżycia w takim miejscu jak to? Toż to
tylko zwykła, kolejna, nudno typowa szkoła, dla ludzi z problemami...
No, prawie...
Problemy były tu nietypowe , ale przynajmniej nikt nie był takim
"Outcast'em", jak ja w sierocińcu i właśnie to było piękne w tym dziwnym
miejscu... Każdy był uznawany przez świat za dziwaka, a ja? Ja byłem
tylko ukrytym dziwakiem, wśród dziwaków!
Wyglądałem przez okno, obserwując świat na zewnątrz. Przebywałem tu
zaledwie kilka godzin, jednak byłem już w stanie tak potwornie się
nudzić, toż to chore... Japonia to był ciekawy kraj, na pewno warty
zwiedzenia, jednak nigdy się w nią nie głębiałem... W ogóle w swoim
życiu w nic się nie wgłębiałem, bo nie miałem czasu ani ochoty... W
sumie okoliczności mego wychowywania również nie były sprzyjające, do
podróży, czy tym poznawania świata...
Zerknąłem w kierunku szarej torby, w której przebywali moi mali
towarzysze, czyli trzy pluszaki i pięć pluszowych pacynek,
przedstawiających lwa, zebrę, tygrysa, kota i psa oraz kilkanaście
kukiełek na palce, wszystkie w niezrozumiałych, radosnych kolorach. W
całym swoim życiu stworzyłem prawdopodobnie kilkadziesiąt podobnych
stworków, jednak oddałem je młodszym dzieciakom, które wręcz pokochały
moje cuda tak, jak kochały teatrzyki, które im pisałem- być może chociaż
one nie będą pamiętały mnie jako "tego dziwaka, przez którego inne
dzieci chciały się zabijać"... Tia, tam miałem nieciekawą opinię, jednak
czy to była moja wina? To było to przeklęte Madness, czy jak tam
cholerstwo się nosi... Zerknąłem w kierunku szarej torby, w której przebywali moi mali
towarzysze, czyli trzy pluszaki i pięć pluszowych pacynek,
przedstawiających lwa, zebrę, tygrysa, kota i psa oraz kilkanaście
kukiełek na palce, wszystkie w niezrozumiałych, radosnych kolorach. W
całym swoim życiu stworzyłem prawdopodobnie kilkadziesiąt podobnych
stworków, jednak oddałem je młodszym dzieciakom, które wręcz pokochały
moje cuda tak, jak kochały teatrzyki, które im pisałem- być może chociaż
one nie będą pamiętały mnie jako "tego dziwaka, przez którego inne
dzieci chciały się zabijać"... Tia, tam miałem nieciekawą opinię, jednak
czy to była moja wina? To było to przeklęte Madness, czy jak tam
cholerstwo się nosi...
Potrząsnąłem szybko głową, po czym odwróciłem się tyłem do okna, mierząc
wzrokiem cały pokój, który był tylko i wyłącznie do mojej dyspozycji...
Przynajmniej na tę chwilę... Może nie będzie tak źle? To przecież tylko
nowa szkoła, nowe życie i te inne bzdety, które się sobie wmawia na
poprawę humoru, jednak chyba nic mi tego humoru nie naprawi, póki nie
wyjdę z tego pokoju... Może jednak była to dobra okazja?
Niechętnie zwlokłem się z parapetu, po czym podreptałem do swoich
rzeczy, których nawet nie chciało mi się rozpakowywać... Szczerze
mówiąc, uświadomiłem sobie w tamtej chwili to, że znalazłem się tak
jakby w kolejnym sierocińcu... Nikt mnie znów nie chce, więc trafiam tu,
wśród innych wyrzutków... Brawo, gratulacje, Order Pozytywnego
Myślenia, dla Pana Schizofrenika, który gada do plusz... Stop!
Wyjąłem z torby trzy kolorowe maskotki, które były podobiznami fioletowego lisa, różowego kota i niebieskiego tygrysa.
Każde z nich było z miękkiego materiału, a oczka były poprostu kilka
razy powtarzanymi wbiciami igły, zawleczonej czarną nitką, tworząc dwa,
równe znaki "X" takie, jakie daje się martwym postaciom w kreskówkach.
Moi przyjaciele byli jednak piękni, a te krzyże urocze...
Nie, naprawdę mi zaczyna odbijać...
Więc wracając- Wziąłem całą trójkę, przytulając do klatki piersiowej, po
czym wyszedłem na korytarz. Było tu niezwykle pusto, ku mojemu
sfrostrowaniu, bo czy jest coś gorszego niż pustka? Mniejsza o to...
Ostrożnie zacząłem przemierzać podłużny korytarz, z zaiteresowaniem obserwując nudne ściany.
- Prawda, że tu ciekawie? Jeżeli cała szkoła jest taka cicha i nudna, to
proszę, dajcie mi coś, aby skrócić me męki...- Bąknąłem, jednak na mej
twarzy zaraz pojawił się uśmiech, niespowodowany właściwie niczym...
Gdy już wkraczałem w inny korytarz, okazało się jednak, że ta szkoła nie
jest taka nudna- Wyrąbałem się o zgięty ku górze dywan, którego
oczywiście nie zauważyłem. W skutkach ja poczułem czym jest namiętny
pocałunek od podłogi, a moje pluszaki wylądowały pod nogami dosyć
osobliwej, jednak nieznanej mi postaci. Nie wiem które z nas było
bardziej zdziwione tymi okolicznościami, jednak już przeczuwałem, że nie
od razu muszę umierać z nudów, prawda?
<Ktosiu?>