Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lavena i Seth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lavena i Seth. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2016

Lavena CD Seth

W pierwszej chwili spojrzałam na niego zaskoczona, jednak nie minęła sekunda a już się uśmiechałam się szeroko i skinęłam głową na znak zrozumienia. Znając życie, będę go teraz dręczyć o te pacynki. Cóż, nie moja wina, że lubię wszystkie, z małymi wyjątkami, pluszowe rzeczy. W myślach zastanawiałam się nad sklepami, do których go zabrać po cukierni, jeśli oczywiście zdążymy przed obowiązkową godziną powrotu do akademii. Jednocześnie starałam się uważać na drogę i się nie zgubić przypadkowo. Na moje szczęście dotarliśmy do cukierni Ichigo bez żadnych niepotrzebnych przygód. Zajęliśmy miejsce w kolejce i już nie zagadywałam Setha, który zatonął w swoich myślach, więc nie chciałam mu przeszkadzać. Jednak gdy nadeszła nasza kolej, musiałam go „obudzić”, więc spytałam na co ma ochotę, żeby się wyrwał ze swoich myśli. Po nim ja zamówiłam dwie babeczki i herbatę, po czym zapłaciwszy, porwałam jedną z cukierniczek na ladzie oraz ruszyłam w stronę jednego ze stolików. Cóż, lubiłam bardzo słodką herbatę. Mam nadzieję, że ilość cukru jaką słodzę go nie przerazi. Chociaż… Patrząc na to, jak zareagowała Lilith nic mnie nie zaskoczy. Chyba. Prawdopodobnie.
- Bardzo lubisz myśleć? - spytałam, zajmując miejsce i uśmiechnęłam się, gdy szarowłosy spojrzał w moją stronę. - Przez całą drogę chodziłeś z głową w chmurach – wyjaśniłam rozbawiona, poszerzając wyszczerz.
- Tak swoją drogą, jak długo już szyjesz pluszaki? - zadałam pytanie zaciekawiona.

(Seth?)

sobota, 13 sierpnia 2016

Seth CD Lavena

Podążałem za dziewczyną w milczeniu, co jakiś czas tylko przytakując, dając tym znak, że wszystko rozumiem. Owszem, lubiłem truskawki, chociaż wolałem jabłka, melony i cytrusy... Chociaż nie, wszystkie owoce (Prócz liczi, ohyda >.<) są pyszne i nie mnie je oceniać...
Nagle padło pytanie o moje pacynki, a przynajmniej tak mi się zdawało, gdyż musiałem się przed sobą przyznać, że przez chwilę nie słuchałem dziewczyny. Ohh, jaki ja podły.
- Zapomniałam, że nie jesteś stąd, wybacz...- Bąknęła w końcu Lav. Kilka chwil rozkmin i kojarzenia faktów i już zorientowałem się, że to właśnie o moje pluszaki chodzi.
- Uhm... Stworzyłem je własnoręcznie. Jak się nudzę to szyję pluszaki, zabawki, pacynki na ręce albo palce w kształcie zwierząt, lub innych ludzi.- Odparłem wesoło.- Jeżeli Ci się podobają, to Tobie też zrobię, tylko powiedz co i pójdź ze mną później proszę znaleźć jakiś sklep, w którym kupiłbym materiał. Byłbym wdzięczny za to.- Uśmiechnąłem się, dostrzegając kątem oka wielki umiech kwitnący na twarzy dziewczyny. Chyba się zgodziła, fo niezmiernie mnie ucieszyło, gdyż nie będę musiał marnować swojego czasu na szukanie badziewnych sklepików, od których będę uzależniony.
Przechodząc kolejnymi ulicami obserwowałem z zainteresowaniem zabieganych ludzi, którzy zapewne nie mieli pojęcia o tym, jakie ich miasto jest piękne... I nudne... Japonia to kraj bardzo osobliwy, a przynajmniej tyle zdążyłem zaobserwować, a ci tylko biegają, gadają przez telefony i udają, jakie to życie jest do bani. Rodzisz się, dojrzewasz, idzies do pracy i tak do usranej śmierci... Pozytywnie, nie ma co...
I po raz kolejny przyłapałem się na całkowitym odłączeniu, kiedy to różowooka radośnie zapytała mnie na co mam ochotę, przyglądając się proponowanym przez firmę ciastom i ciastkom, w które i ja zacząłem się wpatrywać. Mimo wszystko zrozumienie wszystkich nazw chwilę mi zajęło... To są jakieś cholerne hieroglify, a nie litery! Ostatecznie jednak zamówiłem ciasto z owocami i czarną kawę, płacąc zmiętym banknotem, znalezionym na dnie kieszeni. Miałem wielką ochotę poddać hipnozie sprzedawczynię, aby "lekko" zmniejszyła nasze wydatki za pomocą Madness, jednak powstrzymałem się ze względu na Lav. W końcu liczy się pierwsze wrażenie, mimo iż byłem o krok od zrobienia tego.

<Lavena?>

piątek, 12 sierpnia 2016

Lavena CD Seth

Kiwnęłam energicznie głowa i złapałam go za rękaw, prowadząc w stronę wyjścia. Może nie wiedziałam, gdzie znajduje się gabinet pielęgniarki, ale doskonale wiedziałam, gdzie jest moja ulubiona cukiernia.
- W takim razie idziemy do Ichigo! Mam nadzieję, że lubisz truskawki, bo moją najlepsze ciasta, babeczki i słodycze z tymi owocami, jeśli nie, to inne desery też mają przepyszne. - Uwielbiałam truskawki, także to był dla mnie istny raj.
Zamrugałam, chcąc przypomnieć sobie, o której trzeba wrócić. Zerknęłam na zegarek, który miałam na przegubie ręki.
- Mamy jeszcze dużo czasu, co prawda cukiernia jest kawałek stąd, ale powinniśmy wrócić zdążyć na czas. - Uśmiechnęłam się uspokajająco do Setha. Właśnie... Jutro szkoła, dużo osób, lekcje i inne rzeczy. Błagam, duszki, dajcie mi jutro spokój. Chciałabym choć jeden dzień spędzić bez wzdrygania się, rozglądania i chowania się po kątach z obawy, że coś komuś się stanie.
- O! Właśnie, miałam cię spytać. Gdzie kupiłeś te pacynki? Są prześliczne! - powiedziałam, jednak zaraz sobie coś uświadomiłam. - Zapomniałam, że nie jesteś stąd, wybacz. - Jednak mimo wszystko chciałabym wiedzieć, jeśli jakimś cudem trafię na miejsce, w którym je kupił i będzie jeszcze istniało, to zdecydowanie kupię. Ale jak mówiłam, to się wydarzy, jak ktoś mi ześle cud.

(Seth? Krótko. ;; )

środa, 10 sierpnia 2016

Seth CD Lavena

Przez chwilę milczałem, nieco rozbawiony reakcją dziewczyny- Chyba naprawdę lubiła słodycze. Zabawnym było obserwować, jak ta niewielka istotka wylicza wszystkie te znane sobie cukiernie, podczas gdy ja nie znam ani jednej z nich, bo jestem biednym dzieckiem, które pierwszy raz wyjechało poza granice bezpiecznego ośrodka społecznego,gdzie spędziłem całe życie... Ale ja do tej pory się nudziłem! Siedemnaście lat w zadupiu, a tu nagle taki wyjazd! Trzeba korzystać! Nie.
- Chyba, że chcesz iść, gdzie indziej? Jestem otwarta na propozycje- Przerwała w końcu dziewczyna, zerkając na mnie. W odpowiedzi uśmiechnąłem się szeroko, wzruszając ramionami, po czym oparłem się plecami wygodniej o ścianę, nadal wpatrując się jakże chamsko w jej urocze, różowe paczały.
- Jestem tu od kilku godzin, a cały mój język japoński ogranicza się do słownictwa i pisania, gdyż nie jestem stąd. Mogłabyś Ty coś wybrać, bo wyglądasz na bardziej wtajemniczoną niż ja?- Zapytałem, z nadzieją. W każdym wypadku mogła znać przecież tylko nazwy cukierni, które wymienia, a ich położenie to już większy problem. Oby tak nie było, bo miałem wielką ochotę na ciastko czekoladowe i czarną kawę, chociaż słyszałem, że tutaj są inne przysmaki...
Na moje szczęście Lav przytaknęła wesoło głową, wytracając z zamyślenia, po czym znów łapiąc mnie za rękaw ruszyła w kierunku wyjścia, uświadamiając mnie, że być może wie, gdzie idziemy. Jak miło z jej strony...
Podczas gdy zaczęliśmy tak iść, ja miałem czas aby dokładniej przyjrzeć się okolicy, która swoją drogą głów nie urywała... Bo tak się mówi, prawda..? Mniejsza o to, miałem zepsuty humor, więc mówiłem, jak mówiłem...
- Powinniśmy wracać koło siedemnastej, prawda?- Zapytałem, nagle przypominając sobie o tym, że jutro są moje pierwsze zajęcia szkolne... Tak świetnie i idealnie... Szukanie klas, gadanie o swoich problemach, bla, bla bla, bla... Zapowiada się dzień jeszcze bardziej wspaniały, niż ten dzisiejszy! Ochh, sarkazmie, prześladujesz mnie coś...
<Lav? Wybacz za brak weny ;-;>

wtorek, 9 sierpnia 2016

Lavena CD Seth


Chyba nie lubił pielęgniarek szkolnych, a przynajmniej wywnioskowałam to po jego minie i reakcji, gdy miał wejść do gabinetu. Spojrzałam na niego pytająco, gdy usłyszałam swoje imię. Usłyszawszy resztę wypowiedzi chłopaka, uniosłam delikatnie kąciki ust i przytaknęłam, zgadzając się z nim wejść do środka.
Kiedy chłopak mnie puścił, usiadłam sobie w kącie z jego pluszakami i miziałam palcem główkę jednej z pacynek. Były bardzo przyjemne w dotyku, ciekawe gdzie je kupił. Uniosłam wzrok znad kolorowych zwierzątek, powstrzymując uśmiech po poprawie chłopaka. Nie, wcale nie chciał użyć innego słowa. Odruchowo spojrzałam w inną stronę, gdy odsłonił twarz, a kobieta zajęła się jego nosem. Przez pół godziny starałam się siedzieć cicho, nie przeszkadzać i nie wzdrygać się z każdym głośniejszym dźwiękiem. Głupie przewrażliwienie.
Gdy znaleźliśmy się znów na korytarzu przed drzwiami gabinetu, oddałam mu jego własność, a właściwie własności.
- Zabawnie wyglądasz z tym plastrem na nosie - powiedziałam, uśmiechając się. - Ale już nie krwawisz i to jest najważniejsze - dodałam pospiesznie, marszcząc lekko brwi. Jak bardzo boli bezpośrednie przywalenie twarzą w podłogę? Chociaż wolałam nie znać odpowiedzi na to pytanie.
- Nie, nie mam. - Poszerzyłam ponownie uśmiech, w duchu sprawdziwszy swoje plany na dzisiejszy dzień. - Ja na słodkie jestem chętna - powiedziałam wesołym tonem i pociągnęłam go w stronę akademika, gdzie później on mnie prowadził do swojego pokoju by odłożyć pacynki.
- Więc mamy do wyboru kilka pobliskich cukierni. Hakujuji, Ichigo, Hinagiku... - zaczęłam wyliczać, gdy urwałam w połowie wyliczanki i zerknęłam na niego z lekka zawstydzona. - Chyba, że chcesz iść, gdzie indziej? Jestem otwarta na propozycje - powiedziałam, czekając na to, co powie Seth.

(Seth?)

sobota, 6 sierpnia 2016

Seth CD Lavena

- Nic mi nie jest, czuję się bardzo dobrze, po prostu zrobiłem sobie krzywdę w nos, to nic takiego.- Parsknąłem śmiechem, na zalewającą mnie falę pytań ze strony towarzyszki, dziwnie przejętej moim stanem, w końcu byłem jej zupełnie obcy. Jednak to było bardzo miłe z jej strony, a ja powoli chyba odzyskiwałem wiarę w ludzkość..! Nie. Dodatkowo tak troskliwie trzymała moje skarbeczki.
Gdy dotarliśmy w końcu pod pomieszczenie Rzeźniczki, Lavena cicho zapukała, po czym uchyliła drzwi, dyskretnie zaglądając do gabinetu, gdyż sam zacząłem czuć narastający dyskomfort i chyba bym się nie ośmielił tego zrobić. W takich okolicznościach nie da się być sobą. Nie lubiłem lekarzy, dentystów, pielęgniarzy, nauczycieli, sprzedawców sklepowych... Ogólnie nie przepadałem za osobami dorosłymi, które swoją "miłością do pracy" rozprzestrzeniały stan poddepresyjny, mimo iż sam byłem o krok do pełnoletności...
Nagle poczułem delikatnie szarpnięcie za rękaw, ze strony lekko zaniepokojonej Lav. No tak, stałem jak debil, gapiąc się w ścianę... Ale ta ściana była ładna...
Milczałem przez chwilę, po czym zrobiłem krok w przód, jednak szybko się zatrzymałem, jakby zatrzymany przez niewidzialny mur, wypełniający ramę drzwi do Rzeźniczki, która swoją drogą nie wyglądała szczególnie groźnie.
- Lav, pójdziesz ze mną..?- Bąknąłem nieśmiało w kierunku dziewczyny, która przytaknęła głową, wdziewając na twarz swój delikatny uśmiech. W jakiś sposób mnie to uspokoiło, jednak dodatkowo wolałem złapać czerwonooką za palce, oczywiście nie mocno, gdyż już po chwili ją puściłem.
- Co się stało?- Zapytała młoda kobieta, zwana pielęgniarką, wskazując wolne miejsce na przeciwko siebie, które od razu zająłem, od razu biorąc się za odpowiedź.
- Wyjeba... Wywaliłem się o dywan.- Odparłem, udając, że wcale nie chciałem użyć wulgarnego słowa wobec pracownika szkoły, natomiast kobieta od razu wstała i zaczęła się zbliżać, zmuszając mnie do ukazania prawdopodobnie największego krwotoku z nosa, jaki kiedykolwiek w swojej karierze widziała.
Rzeźniczka wypuściła mnie dopiero po pół godzinie, natomiast Lav spokojnie siedziała i czekała, aż skończy, trzymając moje pacynki, które przypatrywały się wszystkiemu z zainteresowaniem. Po wyjściu z gabinetu, odebrałem swoich przyjaciół, marszcząc nos, na którym znajdował się wielki plaster. No niezły początek "nowego życia", nie powiem...
- Dzięki, Lav.- Uśmiechnąłem się szeroko.- O ile nie masz czegoś ważnego do roboty, to możemy odłożyć pluszaki do mojego pokoju, po czym pójdziemy poszukać czegoś słodkiego do jedzenia, na odstresowanie.- Zaproponowałem, wyczekująco wpatrując się w dziewczynę.

<Lav?>

czwartek, 4 sierpnia 2016

Lavena CD Seth

Na jego słowa spuściłam zawstydzona głowę. Następnym razem od razu zabiorę się za zwiedzanie i pierwszym celem będzie gabinet pielęgniarki oraz kuchnia. Zdecydowanie.
- Wybacz - powiedziałam, czerwieniąc się ze wstydu. Jestem idiotką. Bezużyteczną idiotką.
Skinęłam głową na znak potwierdzenia, że także byłam nowa, po czym splotłam dłonie za plecami, ciągle trzymając jego pacynki.
Próbowałam sobie przypomnieć, czy jednak przypadkiem nie mijałam gabinetu pielęgniarki, ale nic nie mogłam sobie przypomnieć. Zmarszczyłam brwi, wysilając swoje szare komórki, że prawie zapomniałam o obecności chłopaka. Prawie, bo Seth nagle krzyknął głośno, aż podskoczyłam zlękniona. Przeklęłam swoje słabe nerwy, czując jak moje serce znów przyspiesza. Nie tak szybko jak przedtem, acz nadal wystarczająco by samo bicie rozbrzmiewało mi w uszach. Wzdrygnęłam się, czując cudzą dłoń na ramieniu. Była ciepła, więc nie duch.
- Nie, nic się nie stało. Po prostu jestem ciut strachliwa. - Uśmiechnęłam się do niego pocieszająco, a zarazem uspokajająco. - Mówiłeś, że przy wejściu widziałeś oznakowanie, prawda? W takim razie chodźmy. - Pociągnęłam go ponownie za rękaw i nie zatrzymywałam się, dopóki nie znaleźliśmy przy wspomnianym znaku wskazującym kierunek, gdzie znajdował się gabinet pielęgniarki. Odetchnęłam z ulgą i poszerzyłam wyszczerz.
- No to idziemy - zarządziłam radośnie, ciągnąc go dalej. Gdy już znałam kierunek, pytałam go o stan jego nosa oraz upewniałam się, czy na pewno w nic innego się nie zranił.
- Miejmy nadzieję, że będziemy mieć to szczęście i pielęgniarka będzie miła - wymamrotałam, widząc drzwi do celu naszej krótkiej "podróży".



(Seth? E tam. xd)

Seth CD Lavena


Podążałem za dziewczyną, przytrzymując trzy chusteczki na raz przy krwawiącym nosie z nadzieją, że nic poważniejszego sobie nie zrobiłem, jednak fakt, że nie czułem biednego fragmentu twarzy nie był pocieszający.
Szatynka szła pewna siebie do przodu, gdy nagle się zatrzymała, rozglądając się dookoła, po chwili zadając pytanie, które ani trochę nie podniosło mnie na duchu, jednak nie potrafiłem się powstrzymać od parsknięcia śmiechem.
- Myślałem, że wiesz... Dlatego Cię o to poprosiłem.- Uśmiechnąłem się z rozbawieniem.- Czyli Ty też jesteś nowa?- Spytałem, rozglądając się wokoło, a w pamięci próbowałem sobie przypomnieć jakiekolwiek poszlaki, mogące zaprowadzić nas do kuchni, albo bodajże pielęgniarki, chociaż to drugie to tylko w ostateczności!
Nagle mnie olśniło.
- Chyba widziałem tablicę prowadzącą do pielęgniarki przy wejściu!- Prawie, że krzyknąłem, na co moja towarzyszka wyraźnie się skuliła. Wystraszony, szybko położyłem jej wolną rękę na ramieniu, a drugą chwilowo oderwałem od twarzy, powodując ponowny krwotok i ból.- Wybacz, nie chciałem..!- Pisnąłem, lekko zażenowany swoim zachowaniem. Nie miałem zamiaru jej straszyć, to był przypadek!
 
<Lav? Wybacz :c>

Lavena CD Seth

Przestraszyłam się, gdy przez kilkanaście pierwszych sekund się nie ruszał. Nawet zaczęłam wpadać w lekką panikę, więc jeszcze dla pewności dźgnęłam go w żebro. Poczułam lekką ulgę, gdy się ruszył, jednak nie spodobał mi się fakt, że trzymał się kurczowo za nos. Chyba jednak nie jest w porządku.
Oddałam mu jego pluszowych przyjaciół, którzy swoją drogą byli uroczy, jak na malutkie pacynki. Niezbyt wierzyłam w jego słowa na temat jego zdrowia, ale odwzajemniłam uśmiech, nadal będąc zatroskana i uścisnęłam dłoń - jak się dowiedziałam - Setha.
- Lavena Kelynn, nawzajem, towarzyszu niedoli - przedstawiłam się nieco nieobecnym, acz przyjaznym tonem. Po kilku chwilach milczenia nie wytrzymałam i wskazałam jego dłoń, którą trzymał się za nos z nadzieją, że w końcu ją opuści.
Przełknęłam głośno ślinę, widząc krew spływającą po jego ręce oraz twarzy. Musiał zaliczyć porządną wywrotkę. Nieco spanikowałam, dlatego, zanim odebrałam od niego pacynki, szukałam w ukrytych kieszeniach sukienki paczki chusteczek.
- Trzymaj. Pozbędziemy się, chociaż trochę krwi. - Dałam mu paczkę, mamrocząc cicho, ale wystarczająco głośno, by mnie usłyszał. - I oczywiście, że z tobą pójdę! - powiedziałam z lekka oburzona, odbierając od niego pluszaki. Jakbym mogła go teraz ot tak zostawić i sobie pójść, gdy krew się z niego leje. Pociągnęłam go delikatnie za rękaw i pociągnęłam w stronę... Zatrzymałam się, uświadamiając sobie, że w sumie nie miałam pojęcia, gdzie jest kuchnia.
- Właściwie, to gdzie znajduje się kuchnia? - spytałam zawstydzona. Buah, byłam bezużyteczną istotą. Doprawdy.

(Seth? Prowadź do kuchni ^^)

Seth CD Lavena

Leżałem twarzą w dywanie, sporą ilość sekund. Może nie była to szczególnie przyjemna pozycja, jednak bolący nos uparcie kazał skupiać uwagę całego ciała tylko na sobie, więc nie miałem ochoty się z nim kłócić. W końcu jednak poczułem szturchnięcie w żebro, co spowodowało, że automatycznie zgiąłem się w pół, jęcząc z niezadowoleniem, po czym usiadłem, łapiąc się za nos, a moim oczom ukazała się urocza, niska szatynka, na której widok na twarz od razu wpłynął uśmiech, dodatkowo miała moje pluszaki. Wstałem więc o własnych siłach, mimo wyciągniętej w moim kierunku ręki Panny. Lewą ręką nadal trzymając się za obolałe miejsce, wziąłem prawą swoich przyjaciół.
- Nic mi nie jest. Dziękuję za chęć pomocy...- Uśmiechnąłem się przyjaźnie, po czym wystawiłem do niej rękę, co nie było proste, gdy obie były zajęte.- Seth Stewardson, miło mi poznać, koleżankę.
Dziewczyna przez chwilę milczała, wpatrując się w moją twarz, po czym uścisnęła moją dłoń, przedstawiając się jako Lavena Kelynn. Gdy już chciałem zacząć rozmowę na konkretny temat, Lav wskazała na moją prawą dłoń, która przytrzymywała uszkodzony aparat oddychania. Niepewnie odjąłem dłoń od twarzy, dyskretnie na nią zerkając. Oczywiście cała zalana charakterystyczną, czerwoną cieczą, więc jak musiała wyglądać moja mordka?
- Pójdziesz dla mnie proszę do kuchni po lód..?- Bąknąłem cicho, podając dziewczynie moje zabawki.- I czy weźmiesz ich ze sobą? Nie chcę ich brudzić, bo ten materiał okropnie oczyszcza się z krwi...
 
<Lav?>

środa, 3 sierpnia 2016

Lavena CD Seth

Cisza w pokoju bardziej mnie dobijała, niżeli uspokajała, więc wyszłam z pomieszczenia jak najszybciej. Miałam nadzieję, że przynajmniej na korytarzu będzie parę osób, których paplanina zagłuszy moje myśli. Nawet jeśli paplanina nie będzie skierowana do mnie.
Rozejrzałam się i powstrzymałam jęk zawodu, widząc same pustki. Tam ani żywej duszy, ani tu żywej duszy. Martwych w sumie też nie... Przełknęłam cicho ślinę, odpędzając złe myśli i zaczęłam gorączkowo się zastanawiać, czy nie przejść się trochę. Choćby dla samego zwiedzania szkoły i zapoznania się z jej terenem.
Wzięłam kilka głębokich wdechów, po czym ruszyłam jednym z korytarzy, wsłuchując się w swoje kroki, które odbijały się echem od ścian. Starałam się zwiedzić każdy zakamarek budynku, jednak nadal nikogo nie spotkałam. Najwidoczniej wszyscy znajdowali się poza akademikiem. Czyli później będę musiała zwiedzić szkołę, może tam w końcu kogoś znajdę. Jakoś tak zaczęła mi doskwierać samotność, zwłaszcza że niedawno pożegnałam się z rodzeństwem i rodzicami. Kto by pomyślał, że byłam tu od kilku godzin. Czułam się, jakby minął przynajmniej tydzień. Czas chwilami się strasznie wlókł. Ale był jeden plus! Nie spotkałam dotąd żadnego du...
Na dźwięk trzasku drzwi podskoczyłam przestraszona, a z moich ust wydostał się głośny pisk przerażenia. Serce waliło mi młotem, gdy rozglądałam się gorączkowo za źródłem hałasu, zaś oddech przyspieszył. Chyba powinnam stąd zniknąć. Najlepiej w trybie natychmiastowym.
Zbiegając po schodach w pośpiechu, potykałam się o własne nogi, jednak nie na tyle by zaliczyć wywrotkę oraz spotkanie z podłogą o piętro niżej. Na dodatek pomagała mi barierka, której trzymałam się dość mocno. Kiedy stwierdziłam, że znalazłam się wystarczająco daleko, zatrzymałam się w miejscu, mając zamiar się uspokoić. W uszach mi szumiało, serce biło nieznośnie głośno, a oddech nie zwalniał.
- Jeden, dwa, trzy... - Zwinęłam się w kłębek, po cichu licząc powoli do stu. Przy pięćdziesiątce unormowałam oddech. Przy sześćdziesięciu siedmiu przestało mi szumieć w uszach. Kiedy dotarłam do dziewięćdziesięciu serduszko biło już ciszej.
- ... Sto - wymamrotałam i odetchnęłam z ulgą, nieco się rozluźniając. Uniosłam głowę do góry, wbijając wzrok w lampę na suficie, po czym zmrużyłam lekko oczy, chroniąc je przed światłem. Muszę coś w końcu zrobić z tymi odruchami, bo będę się bała za każdym razem, gdy ktoś w pobliżu zamknie drzwi odrobinę za głośno. Albo gdy coś przypadkowo zwali. Albo... Ugh!
- Przestań o tym w końcu myśleć! - krzyknęłam cicho, zrywając się na równe nogi i wyrzucając ręce w górę. Lepiej jak będę kontynuować zwiedzanie, bo szlag mnie trafi, jeśli dalej będę się użalała i uspokajała. Jak pomyślałam tak zrobiłam i natychmiast tego pożałowałam.
Ledwo zrobiłam kilka kroków, a znów zostałam przestraszona hukiem, na który w ekspresowym tempie odskoczyłam do tyłu. Tym razem szybko zlokalizowałam źródło hałasu, którym był szaro włosy chłopak leżący na ziemi. Przez chwilę stałam sparaliżowana, a gdy dotarła do mnie obecna sytuacja, szybko zgarnęłam pacynki, które upuścił i kucnęłam tuż przy nim.
- Ni-nic ci nie jest?! Boli cię coś? Chcesz iść do pielęgniarki? - zalałam go lawiną pytań o jego zdrowie, chcąc pomóc mu wstać jedną ręką, gdyż w drugiej trzymałam jego pacynki. Cóż, musiałam przyznać, że szło mi to nieco nieporadnie.
 
(Seth?)

wtorek, 2 sierpnia 2016

Od Seth'a

Wielki, szary plecak zapakowany ubraniami i duża torba wyposażona w zestaw do szycia, wraz z moimi podopiecznymi to w sumie cały mój życiowy dobytek, ale w sumie czego więcej potrzeba do przeżycia w takim miejscu jak to? Toż to tylko zwykła, kolejna, nudno typowa szkoła, dla ludzi z problemami... No, prawie...
Problemy były tu nietypowe , ale przynajmniej nikt nie był takim "Outcast'em", jak ja w sierocińcu i właśnie to było piękne w tym dziwnym miejscu... Każdy był uznawany przez świat za dziwaka, a ja? Ja byłem tylko ukrytym dziwakiem, wśród dziwaków!
Wyglądałem przez okno, obserwując świat na zewnątrz. Przebywałem tu zaledwie kilka godzin, jednak byłem już w stanie tak potwornie się nudzić, toż to chore... Japonia to był ciekawy kraj, na pewno warty zwiedzenia, jednak nigdy się w nią nie głębiałem... W ogóle w swoim życiu w nic się nie wgłębiałem, bo nie miałem czasu ani ochoty... W sumie okoliczności mego wychowywania również nie były sprzyjające, do podróży, czy tym poznawania świata...
Zerknąłem w kierunku szarej torby, w której przebywali moi mali towarzysze, czyli trzy pluszaki i pięć pluszowych pacynek, przedstawiających lwa, zebrę, tygrysa, kota i psa oraz kilkanaście kukiełek na palce, wszystkie w niezrozumiałych, radosnych kolorach. W całym swoim życiu stworzyłem prawdopodobnie kilkadziesiąt podobnych stworków, jednak oddałem je młodszym dzieciakom, które wręcz pokochały moje cuda tak, jak kochały teatrzyki, które im pisałem- być może chociaż one nie będą pamiętały mnie jako "tego dziwaka, przez którego inne dzieci chciały się zabijać"... Tia, tam miałem nieciekawą opinię, jednak czy to była moja wina? To było to przeklęte Madness, czy jak tam cholerstwo się nosi... Zerknąłem w kierunku szarej torby, w której przebywali moi mali towarzysze, czyli trzy pluszaki i pięć pluszowych pacynek, przedstawiających lwa, zebrę, tygrysa, kota i psa oraz kilkanaście kukiełek na palce, wszystkie w niezrozumiałych, radosnych kolorach. W całym swoim życiu stworzyłem prawdopodobnie kilkadziesiąt podobnych stworków, jednak oddałem je młodszym dzieciakom, które wręcz pokochały moje cuda tak, jak kochały teatrzyki, które im pisałem- być może chociaż one nie będą pamiętały mnie jako "tego dziwaka, przez którego inne dzieci chciały się zabijać"... Tia, tam miałem nieciekawą opinię, jednak czy to była moja wina? To było to przeklęte Madness, czy jak tam cholerstwo się nosi...
Potrząsnąłem szybko głową, po czym odwróciłem się tyłem do okna, mierząc wzrokiem cały pokój, który był tylko i wyłącznie do mojej dyspozycji... Przynajmniej na tę chwilę... Może nie będzie tak źle? To przecież tylko nowa szkoła, nowe życie i te inne bzdety, które się sobie wmawia na poprawę humoru, jednak chyba nic mi tego humoru nie naprawi, póki nie wyjdę z tego pokoju... Może jednak była to dobra okazja?
Niechętnie zwlokłem się z parapetu, po czym podreptałem do swoich rzeczy, których nawet nie chciało mi się rozpakowywać... Szczerze mówiąc, uświadomiłem sobie w tamtej chwili to, że znalazłem się tak jakby w kolejnym sierocińcu... Nikt mnie znów nie chce, więc trafiam tu, wśród innych wyrzutków... Brawo, gratulacje, Order Pozytywnego Myślenia, dla Pana Schizofrenika, który gada do plusz... Stop!
Wyjąłem z torby trzy kolorowe maskotki, które były podobiznami fioletowego lisa, różowego kota i niebieskiego tygrysa. Każde z nich było z miękkiego materiału, a oczka były poprostu kilka razy powtarzanymi wbiciami igły, zawleczonej czarną nitką, tworząc dwa, równe znaki "X" takie, jakie daje się martwym postaciom w kreskówkach. Moi przyjaciele byli jednak piękni, a te krzyże urocze...
Nie, naprawdę mi zaczyna odbijać...
Więc wracając- Wziąłem całą trójkę, przytulając do klatki piersiowej, po czym wyszedłem na korytarz. Było tu niezwykle pusto, ku mojemu sfrostrowaniu, bo czy jest coś gorszego niż pustka? Mniejsza o to...
Ostrożnie zacząłem przemierzać podłużny korytarz, z zaiteresowaniem obserwując nudne ściany.
- Prawda, że tu ciekawie? Jeżeli cała szkoła jest taka cicha i nudna, to proszę, dajcie mi coś, aby skrócić me męki...- Bąknąłem, jednak na mej twarzy zaraz pojawił się uśmiech, niespowodowany właściwie niczym...
Gdy już wkraczałem w inny korytarz, okazało się jednak, że ta szkoła nie jest taka nudna- Wyrąbałem się o zgięty ku górze dywan, którego oczywiście nie zauważyłem. W skutkach ja poczułem czym jest namiętny pocałunek od podłogi, a moje pluszaki wylądowały pod nogami dosyć osobliwej, jednak nieznanej mi postaci. Nie wiem które z nas było bardziej zdziwione tymi okolicznościami, jednak już przeczuwałem, że nie od razu muszę umierać z nudów, prawda?
 
<Ktosiu?>