Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ayame i Vincent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ayame i Vincent. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 sierpnia 2016

Ayame CD Vincent

Szliśmy w ciszy, przerywanej co jakiś czas przez ledwo słyszalny szelest liści. Z przerażeniem spoglądałam na zranione ramię chłopaka. Krew zdążyła już zabarwić jego zazwyczaj nieskazitelnie czyste ubrania. Przysunęłam się bliżej blondyna. Widok tej szkarłatnej substancji wywoływał we mnie okropne wręcz przerażenie, a nieobecny wzrok Vincenta dodatkowo pogarszał sytuację. Byłam zdenerwowana pogarszającym się stanem chłopaka. Odetchnęłam z ulgą, widząc przed sobą bezpieczne mury szkoły. Pociągnęłam go za sobą, uważając by nie zrobić mu przy tym krzywdy, i nie czekając ani chwili skierowałam się do gabinetu pielęgniarki. Zdawałam sobie sprawę, że będę musiała opowiedzieć gdzie byliśmy przez ten czas i pewnie nie skończy się to dla nas dobrze, jednak zdrowie blondyna było teraz moim priorytetem. Przyjęłam grobową minę i uspokoiłam oddech. Wpadłam do niewielkiego, urządzonego w bieli i szarości pomieszczenia i podeszłam do niewielkiej, młodej kobiety. Przedstawiłam jej całą sytuację, starając się nie pominąć żadnego ważnego fragmentu. Pielęgniarka poprosiła mnie o wyjście z gabinetu, a sama zajęła się raną chłopaka. Usiadłam na jednej z pobliskich ławek i nerwowo uderzałam paznokciami o jej powierzchnię. Nie spędziłam tam dużo czasu, jedna z nauczycielek kazała mi wracać do pokoju. Mimo ogromnej niechęci wróciłam do swojego lokum i usiadłam na parapecie, wpatrując się w ledwo widoczne sylwetki zwierząt, które co jakiś czas pojawiały się między drzewami. Westchnęłam cicho i oparłam czoło o zimną szybę. Nie zasnę dzisiaj, nie ma na to najmniejszych szans. Tak bardzo chciałabym się już z nim spotkać i dowiedzieć się, czy wszystko dobrze. Zamknęłam oczy, starając się uspokoić natłok myśli, który za nic nie chciał opuścić mojej głowy. Chłonęłam przyjemny zapach świerków i zapachowej świeczki, którą ktoś musiał zapalić kilka pokoi obok. Zaczęłam się uspokajać, a wszelkie obawy powoli znikały.
-Uspokój się Ayame, przecież nic mu nie będzie-mruknęłam sama do siebie
~~~~
Obudziłam się wraz z wschodem słońca. Nie czekając ani chwili dłużej, ubrałam się i wyszczotkowałam zęby. Mam jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia zajęć, więc czym prędzej wyszłam z pokoju i udałam się w stronę męskiego akademika. Stanęłam przed drzwiami do pokoju Vincenta i delikatnie zapukałam. Czyżby jeszcze spał? Nie, blondyn zawsze wstaje wcześnie rano, to nie możliwe. Po chwili w progu pojawiła się znana mi sylwetka chłopaka. Miałam niezwykłą ochotę się do niego przytulić, ale owinięte bandażami ramię dawało mi jasny sygnał, że nie powinnam. Pocałowałam go w policzek i weszłam do pokoju. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam niewielką kartkę z zaleceniami od pielęgniarki. Przejechałam wzrokiem po koślawych linijkach tekstu i spojrzałam prosto w złote tęczówki Vincenta.
-Nie powinieneś się przemęczać..Może lepiej nie idź dzisiaj na zajęcia?- powiedziałam niezwykle opiekuńczym tonem

czwartek, 4 sierpnia 2016

Vincent CD Ayame

Zatracił się w iskrzących tęczówkach swej luby. Czyżby udało mu się zdobyć upragniony, wyczekiwany uśmiech? Pełen ciepła. Czuł jak dopada go nieokiełznane szczęście. Zmrużył oczy, przybliżając rachityczną dłoń do bladego policzka. To niesamowite jak się dopełniali. Jego serce nigdy nie doznało jeszcze tak silnego uczucia. Nie zamierzał popełnić błahego błędu i stracić największej wartości jaką kiedykolwiek zdobył.
Mozolnie podniósł się z twardej ławki, wstępując pomiędzy ogród usłany różami. Postanowił wykorzystać daną ich chwilę samotności. Zerwał jedyną białą różę i wręczył ją ukochanej. Przypominała mu ją. Skrytą, powierzchownie bezbarwną. Lecz czy to właśnie nie to czyniło ją tak wspaniałą? W najśmielszych snach nie sądził, że zostanie ona jego damą. Teraz nie musiał już obawiać się stracić reputacji w jej oczach. Mógł chronić ją bez względu na konsekwencję. Wiedział już, że mu na to pozwoli. Miał ochotę wymawiać tandetne kwestie dotyczące miłości dorównując poziomowi niedojrzałemu gimnazjaliście. Powstrzymał się dla swojej Panienki.
Obserwował przez chwilę jak trzyma w dłoniach kwiat, rozkoszując palce aksamitnymi płatkami. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Zaczerpnął powietrza i wyprostował się.
- Powinienem dziękować Bogu za tak urodziwą i wdzięczną niewiastę. Jesteś urocza - ośmielił się nieco. Nie mógł kryć swoich uczuć. Nie na tym przecież polega związek.
Uniósł wzrok z uśmiechem. Pora nie miała już dla niego najmniejszego znaczenia. Mógł być z nią cały dzień, jak i noc. Czarne chmury przysłoniły dotąd czyste niebo. Chwycił swą Błękitną za dłoń. Nieodpowiedzialnym byłoby zostać na zewnątrz podczas deszczu, w szczególności gdy Panienka nie była odpowiednio odziana. Mozolnie i dostojnie kroczył przez puste korytarze szkoły. Miał wrażenie, że wszyscy zazdroszczą mu ukochanej. Zapewne musieli być zdumieni.
Zaprowadził ją do swojego lokum. Drzwi otworzyły się po delikatnym pchnięciu. Znów zapomniał zamknąć je na klucz. Kompletnie stracił głowę. Do czego ta miłość go prowadziła...? Skierował się do najistotniejszej rzeczy w swoim życiu. Wziął ją w dłonie i przemierzył niewielką część pokoju, stając prosto przed swą lubą.
- Mógłbym dla Panienki zaśpiewać? - zapytał z gracją. Ta poczęła dotykać jego lekko podkręconych na końcach, złotych kosmyków. Tego dnia czuł się na siłach. Dopadła go wyjątkowa refleksja, jakiej nie doświadczył przez długi czas. Chciał należycie spożytkować jej nakłady. W końcu miał już dla kogo. Wziął łyk wody, nawilżając Pojedyncze krople deszczu skapywały na parapet, tworząc perfekcyjny akompaniament.
- Odziałem całunem Twe porażki
Niegdyś pogrzebana, dziś zmartwychwstała
Żałobnicy zalani w swych smutkach
Niepokalana dusza godna rycerskiego obowiązku
Umorzona
Za nią podążę wprost w czeluście kalwarii
Nie rozłączy nas ni życie ni śmierć
Ma Miła
Zakończył charakterystycznym pociągnięciem smyczka. Odsunął na bok wszelkie przedmioty i usadowił się obok niej. Najsubtelniej ucałować spierzchnięte wargi. Niestety jakże seraficzną chwilę przerwał im czas. Odprowadził ją do drzwi jej pokoju i wrócił. Tej nocy nie miał problemu z zaśnięciem.
Następnego ranka przebudził się wyjątkowo wcześnie. Wziął półgodzinną kąpiel, ubrał się należycie i ruszył na lekcje. Minęły mu stosunkowo szybko i bezproblemowo, oprócz ostatniej. Niezapowiedziana kartkówka nigdy nie wróży niczego dobrego. Na szczęście pomimo tak małej ilości czasu poświęconemu nauce, udało mu się w miarę zrozumieć temat. Uznał to za drobny sukces. Po lekcjach od razu udał się do ukochanej, zapraszając ją na spacer po pobliskim lesie. Dowiedział się o nim poprzedniego wieczoru z rozmowy przechodzących korytarzem chłopców. Uwielbiał takie miejsca, a Ayame była idealnym kompanem do wszelakich przepraw. Wyglądało na to, iż byli tam sami. Większość zrezygnowała już z bezcelowych spacerów, a on nadal nie potrafił tego zrozumieć. Cóż, świata swymi poglądami nie zbawi.
Ponieważ tego dnia lekcje zakończyły się wyjątkowo późno, równie późno dotarli do celu. Już od początku zaczęło mu się podobać. Na swojej drodze spotykali mnóstwo leśnych stworzonek, które uciekły im sprzed nosa. Dawno już nie bawił się tak dobrze, zachowując się w taki infantylny sposób. Z nią wszystko stało się wspaniałe i nabrało pożądanych barw.
- Przepraszam, że Panienkę martwię, ale powinniśmy wrócić już do szkoły. Panują tam surowe zasady, a ja nie chcę Panienki opuścić - ujął jej dłonie. Ta pokiwała głową i ciągnąc rozmowę, poszła równo z nim. Niestety orientacja w terenie blondyna nie była na wysokim poziomie, także nie zdołał zapamiętać drogi. Słońce już dawno skryło się za horyzontem, a oni wciąż krążyli dookoła. Jednak po kilku minutach wcale nie czas okazał się być ich największym problemem. Usłyszał donośne warczenie. Osłonił ją z każdej możliwej stron, wychodząc naprzód. Ochroni ją własną piersią. Po chwili osunął się na ziemię, czując promieniujący ból w ramieniu. Z trudem wyswobodził się spod pyska bestii, miażdżącej jego kości. Chwycił pierwszy lepszy patyk i zaczął celować w czułe miejsca zwierzęcia. W końcu je odstraszył. Objął Panienkę, idąc z uśmiechem. Wtedy był już pewien, że dla niej będzie w stanie dopuścić się wszystkiego.

Ayame CD Vincent

Spojrzałam na otrzymany od chłopaka notes. To bardzo miłe, że postanowił zarwać noc tylko po to, żeby osłodzić moje cierpienia po stracie dziennika. Posłałam mu ciepły uśmiech i wsunęłam przedmiot do tylnej kieszeni spodni. Odetchnęłam głęboko. Tej części rozmowy bałam się najbardziej. Obawiałam się, że długie lata spędzone w samotności sprawiły, że nie będę potrafiła okazać jakichkolwiek głębszych uczuć, że zawiodę i nie odnajdę się, będąc w związku. Mimo tego, moje serce kołatało w piersi na sam widok blondyna, a przy każdym muśnięciu jego dłoni, na twarz wpełzały rumieńce. Byłam pewna, że chłopak czuje to samo, więc dlaczego tak bardzo wstydziłam się mu to wyznać?
-Ja..-zaczęłam niepewnie, odgarniając za ucho kilka kasztanowych kosmyków
Nie potrafiłam powiedzieć nic więcej. Stanęłam na palcach i musnęłam jego wargi. Przymknęłam oczy, składając na nich delikatny pocałunek. Po moim ciele rozeszła się fala ciepła, pomieszana z przyjemnym, nieznanym mi dotąd uczuciem. Odsunęłam się, tak by móc spojrzeć w oczy blondyna. Pierwszy raz dostrzegłam w nich tak wiele- zaskoczenie, radość i lekkie onieśmielenie. Uśmiechnęłam się delikatnie i przejechałam opuszkami palców po jego zaczerwienionym policzku.
-Kocham Cię...-wyszeptałam, starając się powstrzymać wpełzające na twarz rumieńce
Rozejrzałam się dookoła. Po korytarzu przechodziło coraz to więcej uczniów. Chwyciłam chłopaka za rękę i pociągnęłam w stronę ogrodu. To jedno z niewielu miejsc w tej szkole, gdzie będziemy mogli spędzić czas tylko we dwoje. Już na starcie uderzyła we mnie fala ciepła, a delikatny wiatr przyjemnie muskał moją skórę. Pomimo zamiłowania do deszczu i burzy, uwielbiałam pogodę taką jak ta dzisiaj. Usiedliśmy na jednej z ławek. Mieliśmy z niej idealny widok na licznie posadzone róże i stojący na środku ogrodu pomnik. Podobało mi się tutaj, kilka razy przyszłam tu z Vincentem po lekcjach. Tak właściwie to właśnie on pokazał mi to miejsce. Oparłam głowę o jego bark i uśmiechnęłam się szeroko, sama nie wiedząc czemu.
Czy tak właśnie zachowują się ludzie, kiedy są w towarzystwie kogoś, kogo kochają?

wtorek, 2 sierpnia 2016

Vincent CD Ayame

Przejrzał dokładnie notatnik, który faktycznie nie był w dobrym stanie. Jednak nie widział powodu, by zaraz sarkać. Odłożył go na bok, obejmując w pasie chuderlawą niewiastę. Wziął ją do swojego lokum. Tam na pewno będzie mogła się zrelaksować. Zrobił jej ulubionej, zielonej herbaty, nadal starając się uspokoić. Wiedział, że było dla niej niezwykle ważkie. Powoli usadowił się obok niej. Gdy na twarzy bladolicej pojawił się uśmiech, był już niemal pewien, że zapomniała o zdarzeniu. Oczywiście nie zamierzał porzucić swego pomysłu, jednak ważne było, by ją uspokoić. Łzy na twarzy damy nie wyglądały przyzwoicie. Jej rycerz musi umieć należycie o nią zadbać. Aby nigdy nie płakała. Spędzili razem cały dzień, rozmawiając na przeróżne tematy. Nie mógł sobie wyobrazić tej szkoły bez niej.
- Zaraz zmierzch - uniósł wzrok na zachodzące słońce. Promienie iskrzyły się, wpadając wprost przez otwarte okno. Skupił się jedynie na niej. Skoro był pewien, że to właśnie ona została Błękitną, mógł posunąć się o krok dalej. Z pełną subtelnością ucałował jej wargi. Nie mógł jednak zrobić tego bez długotrwałych skutków jakim były obfite rumieńce. Krępował się, gdy dochodziło do zbliżeń. To jednak nie było w stanie ugasić jego zapału. Spełni daną przysięgę.
Uniósł się ku górze, chwytając za instrument najbliższy jego sercu. Ciszę przerwała gra skrzypka. Zamknął oczy, wsłuchując się we własną pieśń. Znów zaczął bezbłędnie. Muzyka płynęła prosto z jego serca, a ono nie dopuszczało do siebie pomyłek ani porażek.
- Najwyższe jej progi
Fobos dyga wprost pod Jej Promitent
Cierniem usłane podłoże zaczęło kiełkować różami
Powstaniesz dziś, ma Miła
Będę dziś Twą tarczą
Twym orężem
Twe serce mą etiologią
Pozwolisz mej sile piąć się w górę?
Zakończył niskimi ukłonem, po czym natychmiast ułożył kolano na podłodze, ujmując jej dłoń.
- Zostaniesz mą Błękitną? - uśmiechnął się iskrząco. Skradła jego serce. Była jedyną, z którą pragnął spędzić resztę życia. Możliwe, że było to za wcześnie. Jednak jego serce wyrywało się, by poprosić ją o tak poważną propozycję. Uszanowałby gdyby się nie zgodziła. Mógł nie być jej wybrankiem. Na twarz cisnął mu się uśmiech otoczony rumieńcami. Ta cisza była nie do wytrzymania.
- Odpowiem Ci jutro - tylko to usłyszał od zdezorientowanej szatynki. Pokiwał głową, po czym odprowadził ją do pokoju. W głębi serca miał nadzieję, że udało mu się okupić jej czystą duszę. Traktował ją niezwykle poważnie. Kobiety nie są zabawkami.
Odpoczął chwilę w samotności, po czym zabrał się do pracy. Dobra pamięć pozwoliła mu zapamiętać wszelkie detale prac ukochanej. Nie były proste w odtworzeniu. Jego talent dodatkowo nie dorównywał dziewczęcej dłoni. Z trudem udało mu się doprowadzić postacie do pożądanego stanu. Zajęło mu to całą noc i ranek. Dopracowywał nieco na lekcjach, jednak głównie słuchał i notował. Spotkał się z nią dopiero po zajęciach. Zmartwiła go cisza już na początku spotkania. Czyżby przestraszył ją swoją propozycją? Możliwe. Wolał o tym nie wspominać. Z czarnego plecaka wyciągnął jednakowego koloru notes ze swoimi pracami i podał go dziewczynie. Z uśmiechem obserwował jej reakcję. Miał nadzieję, że to nieco osłodzi jej cierpienia. Jednak tego co po chwili od niej usłyszał, kompletnie się nie spodziewał...

Ayame CD Vincent

Po policzkach spływały słone łzy, mocząc ubrania i sklejając włosy. Nie potrafiłam ich powstrzymać, to było zbyt wiele. Podniosłam zaszklone oczy, wpatrując się w rozmazaną posturę chłopaka. Chwyciłam go za rękę, mocno zaciskając palce.
-Ja..mój..-próbowałam się odezwać, jednak głos drżał mi niemiłosiernie
Sięgnęłam więc do tylnej kieszeni spodni, z której wyciągnęłam mój nieodłączny notatnik. Trzęsącą się ręką podałam go chłopakowi. Spojrzał na mnie pytająco, po czym otworzył dziennik, przewracając kolejne kartki. Odwróciłam wzrok, nie chcąc patrzeć na to, co znajduje się w środku. Ten widok był dla mnie zbyt bolesny.
-Panienko, co się stało?- zapytał w końcu
Powoli uniosłam głowę, patrząc w złote tęczówki chłopaka. Martwił się. Po raz pierwszy odczytałam coś w jego oczach.
-To był wypadek. Byłam zbyt rozkojarzona i przypadkiem przewróciłam nie do końca zakręconą butelkę z wodą. Ona..wylała się na dziennik. Większość rysunków się rozmazała… zniszczyłam je.-załkałam cicho, mocniej zaciskając palce
Opuściłam głowę, ukrywając zaczerwienione od płaczu oczy. Miałam dość dzisiejszego dnia. Marzyłam o tym, żeby zaszyć się w pokoju i już z niego nie wychodzić. Ten notatnik był dla mnie niezwykle ważny, nigdy się z nim nie rozstawałam. Był moim sposobem na ucieczkę od rzeczywistości, od bólu. Zapisywałam w nim wszystkie swoje przemyślenia i problemy, których nie miałam komu opowiedzieć. Miał dla mnie ogromną wartość, a teraz..przepadł.
Poczułam jak coraz więcej łez spływa po moich rozgrzanych policzkach. Nie powstrzymywałam ich, nie potrafiłam. Wtuliłam się w ramię blondyna, mocząc przy tym jego ubrania. Potrzebowałam jego bliskości. Był jedyną osobą, której mogłam zaufać, przy której nie wstydziłam się okazywać swoich uczuć.

niedziela, 31 lipca 2016

Vincent CD Ayame

Był zbyt szybki. Rozpłynął się, a po chwili przestał także go czuć. Westchnął ciężko. Przecież nie był potworem. Nie chciał go skrzywdzić, a jedynie dowiedzieć się czemu do niego przyszedł. Ten jednak musiał być mocno spłoszony. Bez dalszych rozważań poszedł zmyć z siebie brud całego dnia. Jego myśli zaprzątała apolińska dama. Niewinna, urocza, pełna wdzięku i akceptacji do jego osoby. Czyżby taka była prawdziwa dama woja? Był już tego niemal pewien. Ułożył się na miękkim posłaniu, odziany w zwiewną, lazurową piżamę. Nie wyobrażał sobie spać bez ubrań, jak część jego "znajomych" może to robić.
Następnego dnia obudził się dość wcześnie, jak na niego. Rychle się przebrał, spakował się według planu i szybko ubrał. W tym dniu nie miał czasu na strojenie się według swojej woli.
Samarytanin odniósł zwycięstwo
Róża skrępowana przez swe ciernie przestała płakać
Jej Wysokość zarządziła odwet
Czego się obawiasz, ma Miła?
Usiadł sam w jednej z pierwszych ławek, mierząc wzrokiem pomieszczenie i ludzi się w nim znajdujących. Uczniów nie było wielu, a już musieli sprawiać kłopot elegijnej Madam. Jak to bydło miało prawo tak skandalicznie się zachowywać wobec starszych? Nie mają za grosz szacunku. Prawdopodobnie jako jedyny rozpocząć rozmowę na temat przeprowadzanej lekcji. Choć chemia nie była jego konikiem, starał się zrobić chociaż dobre wrażenie. Zdawało się, że poprawił jej humor. Opuścił salę w czasie przerwy i udał się na oddaloną od reszty ławkę. Właśnie tam przebywała jego luba. Z dumnym uśmiechem kroczył ku niej, uprzedzając swoje przybycie radosnym przywitaniem. Usiadł obok, zakładając rękę na jej ramię.
- Jak Panience minęła pierwsza lekcja? - zauważył, że trzyma w ręce dobrze znany mu notatnik. - Narysowała Panienka coś nowego? Jej dzieła są iście wspaniałe - nałożył na wypowiedź silną emfrazę, aby uzyskać dostęp do jej prac. Nie znam osoby na rysunku, Ayame także nie wyglądała, aby był to ktoś dla niej ważny. Zanim zdążył się o to zapytać, zabrzmiał dzwonek na następną lekcję. Na tej i każdej kolejnej wypowiadał się z patosem, widocznie zyskując w oczach nauczycieli. To było dla niego najważniejsze, oczywiście prócz Ayame. Po skończonych zajęciach postanowił pójść do swej oblubienicy. Z pewnością była zmęczona i potrzebowała odpoczynku. Nie zamierzał robić niczego, co wykraczało poza jej możliwości i chęci. Jednak gdy ją spotkał, ona... Płakała... Podszedł do niewiasty, klekając przed nią. Zawiódł jako rycerz jej serca. Nie mógł być z nią w czasie, gdy wydarzyła się tragedia. Był zmuszony to odpracować, czyniąc ją na powrót szczęśliwą.
- Panienko, co się dzieje? - podał jej chusteczki. Powtórzył pytanie kilkakrotnie, jednak nie usłyszał niczego, poza szlochem. Ogarniała go wściekłość. Co musiało się stać, by została tak zraniona? Ujął jej dłoń, po czym przeniósł wzrok na jej podpuchnięte oczy.
- Proszę mi zaufać, Madam - oparł czoło o jej kolano. Musiał się dowiedzieć. Zrobi wszystko, aby ulżyć jej cierpieniu.
Czwarte przykazanie Szatana
Obdarzeni sercem z kamienia nie przetrwają potopu
Posoka wylana za grzechy tych, którzy splamili jej duszę nieurodzajem
Hachiman przybył ku ich zagładzie
Oczarowane niebo przybrało krwistych barw
Ich zagłada czai się na horyzoncie
Kwiat zemsty rozwinął swoje płatki
Nikt nie powstrzyma ich rozkwitu nad karmazynowym niebem.

sobota, 30 lipca 2016

Ayame CD Vincent

Zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się na podłogę, tuląc do piersi otrzymany od chłopaka bukiet tulipanów. Zamknęłam oczy chłonąc ich cudowny zapach, który z każdą kolejną sekundą coraz bardziej przypominał mi o blondynie. Uśmiechnęłam się szeroko, opierając głowę o nierówną powierzchnię drzwi. Moje myśli krążyły wokół jego pięknych oczu, nieśmiałego uśmiechu i wyjątkowego sposobu bycia. Pomimo krótkiej znajomości naprawdę go lubiłam, a może było to coś więcej? 
-Ayame przestań, znasz go zaledwie kilka dni, to niewystarczająco długo, żeby darzyć kogoś takim uczuciem.- mruknęłam pod nosem
Co ja tak właściwie czuję? Ufam mu, a spędzanie z nim czasu sprawia, że na moją twarz powraca szczery uśmiech, nie używany już od dłuższego czasu. Płakałam po usłyszeniu, że mógłby mnie zostawić, zostać wyrzuconym ze szkoły. Czy to znaczy, że mi na nim zależy, że jest dla mnie kimś ważnym? Przytuliłam bukiet mocniej do siebie, delikatnie gładząc turkusowe płatki kwiatów. 
-Dlaczego uczucia są tak bardzo nie zrozumiałe?- szepnęłam, wstając z podłogi 
Włożyłam tulipany do wazonu, ustawiając go na szafce nocnej. Położyłam się do łóżka, jednak nie potrafiłam zasnąć. Moja głowa pękała od nadmiaru myśli. Westchnęłam ciężko, przecierając skronie. Zapowiada się naprawdę ciężka noc.
~~~~~~~~
Wyłączyłam już któryś z kolei budzik, niechętnie otwierając oczy. Była 8:10. Jestem spóźniona na pierwszą lekcję, wspaniale. Przeciągnęłam się, wstając z łóżka. Muszę się pośpieszyć, jeśli nie chcę mieć problemów. W pośpiechu się ubrałam, uczesałam i zabrałam potrzebne podręczniki. Pobiegłam w stronę klasy. Zaczynaliśmy zajęciami artystycznymi, może nie skończę aż tak źle. Zatrzymałam się przed drzwiami, próbując uspokoić oddech. Poprawiłam czarną koszulę i otworzyłam drzwi. Wszystkie spojrzenia powędrowały w moim kierunku. 
-Przepraszam za spóźnienie, zaspałam.-powiedziałam cicho, powstrzymując ziewnięcie. 
-Zajmij proszę swoje miejsce.-nauczycielka nie wyglądała na rozzłoszczoną, może mi się upiecze
Powolnym krokiem podeszłam do swojego stolika. Opadłam na krzesło, wyciągając potrzebne rzeczy. Byłam potwornie zmęczona, oddałabym wszystko, żeby wrócić do łóżka. 
Wyszłam na przerwę, siadając na najbliższej ławce. Kiedy Vincent się do mnie przysiadł, od razu położyłam głowę na jego ramieniu. Próbowałam zacząć rozmowę, jednak mała ilość snu nie pozwalała mi sklecić żadnego sensownego zdania. 
<Przepraszam, moja wena ostatnio umarła :c >

piątek, 29 lipca 2016

Vincent CD Ayame

Onieśmielała go. Tak uroczej i godnej zagłębienia się w jej życie istoty nie spotkał przez wyjątkowo długi okres czasu. Egzystencja z dnia na dzień wyparowywała, by mogło zastąpić ją pełne werwy bytowanie. Któż byłby w stanie opisać słowami jego odczucia, których on sam doskonale nie rozumiał? Niewiasta dopiero zaczynała wprowadzać go w namacalne poczucie szczęścia. Tym razem nie odważył się spuścić z niej wzroku. Cały czas uważnie słuchał. Mogłaby mu opowiadać tak po kres. W końcu jednak przyszła kolej na jego odpowiedź.
- Ależ Panienko... - odgarnął przydługą grzywkę z twarzy. - Nie jestem jeszcze na takim poziomie, by dorównać profesjonalistom. Chyba Panienka nie chce, żebym nas ośmieszył marnym występem - przesunął dłoń w jej kierunku. Zatrzymał ją na przedramieniu oblubienicy.
- Benedyktyńska ma praca, lecz owocuje - dodał, układając ówcześniej złożoną serwetkę przed nią, w wypadku rozlania się napoju. Wsłuchiwał się w wolumen granej muzyki z nieukrywaną przyjemnością. Dodatek do tego stanowiły dziewczęce oczy i wciąż poruszające się pełne wargi. Nie miał powodów, by odwracać wzrok od anielicy.
Niewysłowione katusze rycerzy Śmierci
Dziewicze spojrzenie wybawieniem dusz
Kwiat gubiący swe płatki w pogoni za uznaniem
Zapomniał, iż w swej istocie piękny
Zbędne mu starania
Popijał kawę, nie spuszczając jej z oka. Jego platyna. Opuścili lokal po miło spędzonym dniu. Niestety nadejście zmroku zmuszało ich do powrotu. Przed oddaniem się swoim sprawom w murach szkoły, wstąpili do kwiaciarni.
- Wybierz co i ile chcesz, Panienko. Jestem Twym dłużnikiem - rozejrzał się po kwiatach. Nie było w nich tych najpiękniejszych, które pragnął jej podarować. Jej wartość przewyższała bezcenność. Cierpliwie zaczekał, aż jego luba wybierze. Gdy wybrała turkusowe tulipany poprosił ich bukiet. Wręczył jej dopiero przed murami szkoły, klękając z uśmiechem. Kobieta istotnie największym skarbem, jaki może spotkać mężczyznę. Nie zasługują na niego ci, którym niedane jest aksamitne serce wobec najdroższej.
Rozstali się przy jej drzwiach. Pomimo tak krótkiej samotności, jego serce już pogrążyło się w nostalgii. Powolnym krokiem doszedł do własnego lokum, by zagłębić się w chwilowym idyllizmie. Z przerażeniem stwierdzili, że przez cały czas drzwi były otwarte, a w środku świeci się światło. Nie było nikogo. Okradziono go? Nerwowo zaczął przeglądać najistotniejsze rzeczy, jednak wszystko było na miejscu. Nie musiał zastanawiać się kto urzędował w owym pomieszczeniu. Sprawca sam się odkrył, upadając na progu. Był nim ten sam chłopak, którego spotkał na korytarzu. Z pewnością wziął zbyt poważnie jego słowa.
- Czym mogę Paniczowi służyć? - powędrował ku niemu. Zanim zdążył podać mu rękę, wstał samodzielnie. Nie było mu na rękę, gdyby ten zdecydował się uciec lub ponownie rozpłynąć, także trzymał się blisko niego. Musiał mieć powód. Jeszcze dowie się jaki. Nie mógł zostawić tak tej sprawy. Uśmiechnął się, by ukoić nerwy zdezorientowanego chłopca. Wyczekiwał na jego odzew.

czwartek, 28 lipca 2016

Ayame CD Vincent

Randka. To jedno słowo odbijało się echem w mojej głowie, za żadne skarby nie chcąc jej opuścić. Poczułam dziwne uczucie, rozchodzące się po całym ciele. Radość, ekscytację? Czy aby na pewno się nie przesłyszałam? Spojrzałam na nerwowo zaciskającego palce chłopaka. Nie, nie mogło mi się przesłyszeć.
-Oczywiście-uśmiechnęłam się promiennie, dodając mu odwagi tym jednym, niepozornym gestem
Podniósł wzrok, dając mi możliwość ujrzenia jego niezwykłych, złotych tęczówek, które z takiej odległości wywierały na mnie jeszcze większe wrażenie. Nie potrafiłam spojrzeć na nic innego, niż prosto w przypominające gwiazdy, pełne iskierek tęczówki. Czy to dziwne, że im głębiej w nie zaglądałam, tym mocniej moje serce kołatało w klatce piersiowej?
-Coś podać?- do naszego stolika podeszła młoda, na oko dwudziestoletnia kobieta o hebanowych włosach
Nie zdążyłam jednak nic powiedzieć, Vincent mnie uprzedził. Zdumiewające jest to, że trafił idealnie w moje gusta. Miał dobrą intuicję, albo nieświadomie wygadałam mu się podczas jednej z naszych wieczornych rozmów. Po chwili kelnerka postawiła przed nami kubki gorącego napoju i odeszła bez słowa. Wsypałam do kubka mnóstwo cukru, kiedyś naprawdę źle na tym wyjdę.
-Nigdy Panienka nie mówiła, że chodziła do szkoły muzycznej-zaczął rozmowę, czując się już dużo pewniej, niż zaledwie kilka minut temu
-Nie uczyłam się tutaj, znaczy nie oficjalnie-upiłam łyk przesłodzonej kawy- Dyrektorka była dobrą przyjaciółką mojej mamy, więc często zapraszała nas na wszelkiego rodzaju wystawy, czy koncerty organizowane przez uczniów. Moja rodzicielka pomagała przy próbach, a ja jako mała dziewczynka nie odstępowałam jej na krok, nie pozwalając się skupić, więc niektórzy nauczyciele dawali mi lekcje, by zająć mnie czymś na te dwie/trzy godziny. Najbardziej lubiłam lekcje śpiewu, były moim zdaniem dużo ciekawsze niż gra na pianinie, czy flecie, co swoją drogą wychodziło mi tragicznie-zaśmiałam się i nieśmiało splotłam ze sobą nasze dłonie-Potem zaczęłam tu pracować. Projektowałam kostiumy i pomagałam przy scenografii. Raz nawet dostałam drugoplanową rolę w jednym z przedstawień. Wystawiano akurat „Balladynę” i stwierdzono, że rola Aliny jest dla mnie stworzona. Mimo zostania zabitą przez „własną siostrę”- wolną dłonią pokazałam cudzysłów- Rzeczywiście dobrze się bawiłam na scenie. Też mógłbyś spróbować, nadajesz się, jeśli nie na aktora, to chociażby do oprawy muzycznej. Bardzo podoba mi się jak grasz i jestem pewna, że inni również byliby zachwyceni. Jeśli oczywiście miałbyś ochotę.

Vincent CD Ayame

Szedł za nią, wsłuchując się w jej melodyjny głos. Był zaintrygowany całą wyprawą. Zupełnie nie przypominało to nowoczesnego miasta obezwładnionego przez paranoidalny obłęd techniki. Docenił jej zaangażowanie i uznanie. Przy niej przenosił się do odrębnego świata, całkowicie odwzorowanego na powszechnym Edenie.
Ona wybawieniem
Jej krew zmieszana ze srebrem
Kwiat rozpaczy rozłupany wraz z jej wniebowstąpieniem
Chwilę przypatrywał się budowli. Taką postanowił postawić za dziecka... Nie wierzył, że w takim miejscu tętniącym obecną przeciętnością zachowają coś, co było już prawie że na wymarciu. Nikt nie dbał o dzieła sztuki, zastępując je bardziej praktycznymi, lecz absurdalnymi ścianami bez żadnych detali. Wziął głęboki haust powietrza w płuca, po czym zwrócił na nią wzrok. Nawet nie miała pojęcia jak niebotyczną radość mu tym sprawia.
- Z przyjemnością, Panienko - pokiwał głową w charakterystyczny dla siebie sposób, przymykając oczy. Zadziwiło go jedno. Skoro chodziła do szkoły muzycznej, czemu nie obdarzyła go możliwością wysłuchania jej dzieł? Zapewne śpiewała. Praktyka gołębiego głosu była wręcz koniecznością, szczególnie takiego unikatu. Biały kruk jego duszy.
Powędrował za niewiastą, rozglądając się dookoła. Czuł jak urzeczywistniają się jego życzenia. Nie sądził, że po tylu latach samotności ma jeszcze jakąkolwiek szansę. Usiedli przy stoliku pokrytym odnowioną bielą, jednak sam mebel widocznie miał swoje lata. Kąciki ust powędrowały w górę, gdy miał okazję przyjrzeć się z tak bliska jej oczom. Świetlistość. Dłonie odziane w dwa złote pierścienie zaczęły delikatnie drżeć, przez co wstyd było mu trzymać je na stoliku. Słuchał jej uważnie, nie będąc tak niewychowany, by przerywać damie. Opowiadała ciekawie i składniowo. Nie krępowała się. Klasyczna muzyka dodawała owemu miejscu klimatu. Czuł się jak nie w tym świecie.
- Panienko, wiem, iż niedorzecznie jest pytać o to na takim spotkaniu jak to, ale mógłbym je randką z Panienką? - przerwał kolubrynowe milczenie swej osoby, zakreślając policzki głębokim pąsem. Nie zważał na hołotę, wpatrującą się w nich jak gdybym popełnili najgorszą zbrodnię. Osiągnął kres swych możliwości. Jak mógł zapytać niewiastę o coś takiego? Skalał się wrzątkiem blamażu. Opatulał w tym momencie jego serce i duszę dotąd nazywaną introwertyczną. Czyżby każdy introwertyk postępował w ten sposób? Czy może jedynie on zaczynał się przełamywać? Nerwowo ujmował serwetę palcami. Nieznane dotąd uczucie zdawało się wdrążyć głęboko w personę. Biel paznokci przeciągała po palcach, tworząc nieznaczne kreski. Ilekroć starał się podnieść wzrok, zalewała go fala gorąca. Nie wyobrażał sobie wcześniej postąpić tak wobec osoby, którą znał zaledwie kilka dni. Nie o to miał zamiar ją zapytać... Jego feblik zmuszony był objawić im się w takim momencie. Kojący rytm trafiał do jego uszu, usypiając czujność. Atmosfera tego miejsca była nieziemska. Najważniejsza jednak była obecność uwielbionej, a teraz także jej następne zdanie. Zacisnął palce, widząc jak uchyla wargi.

Ayame CD Vincent

Przygryzł wargę. Nie ukrywał już swoich emocji, czyżby mi zaufał? Z ogromną dokładnością przypatrywałam się każdemu elementowi jego wyglądu, tak jakbym miała go już więcej nie zobaczyć. Mimo pokrzepiających słów, wciąż byłam przerażona całą tą sytuacją, a pesymistyczne myśli nie dawały mi spokoju. Oparłam głowę na ramieniu mężczyzny i spojrzałam na stojący przed nami posąg. Odgarnęłam za ucho pojedyncze kosmyki włosów, które pod wpływem delikatnego wiatru, nieustannie wpadały mi do oczu.
-Głupio mi o tym mówić, ale kompletnie nic nie pamiętam.-poczułam jak się czerwienię- Myślami byłam w zupełnie innym miejscu. Nie potrafiłam się skupić, nie ważne jak bardzo bym próbowała.
Pominęłam fakt, że podczas wszystkich dzisiejszych zajęć moje myśli krążyły wokół jego osoby, mógłby poczuć się winny, czego bardzo chciałam uniknąć.
Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas, a wydarzenia sprzed zaledwie kilku godzin, powoli odchodziły w niepamięć.
-Vincent… nie chciałbyś spędzić ze mną trochę czasu, poza murami szkoły? Jesteś mi to winien, wiem, że wczoraj mnie nie słuchałeś-udałam obrażoną- Do zmroku jest jeszcze dużo czasu, więc pomyślałam, że…. Zresztą, jest pewne miejsce w Tokio, które chciałabym Ci pokazać.- spojrzałam na niego błagalnie
-Z przyjemnością, Panienko-uśmiechnął się delikatnie
W moich oczach pojawiły się iskierki, a kąciki ust samoczynnie uniosły się ku górze. Pociągnęłam blondyna za rękę, omal samej się przy tym nie przewracając. Niedługo potem opuściliśmy szkołę i powolnym krokiem przemierzaliśmy kolejne ulice Tokyo.
-A więc, Panienko, dokąd mnie prowadzisz?- zapytał w pewnym momencie, nie ukrywając zaciekawienia
-Niespodzianka. Jeszcze tylko kawałek, wytrzymasz-zaśmiałam się perliście i skręciłam w kolejną uliczkę
Naszym oczom ukazał się długi, równy chodnik, otoczony z obu stron licznymi drzewami, okrytymi przez różowe kwiaty wiśni. Jest tu dokładnie tak, jak to zapamiętałam. Stanęłam przed chłopakiem, zagradzając mu drogę.
-Witaj w Ueno, mojej ulubionej dzielnicy w całym mieście. Kultywuje dawne tradycje Tokio. Ma największy w stolicy park, ogród zoologiczny, pomniki, muzea, galerie sztuki… powinno Ci się spodobać- uśmiechnęłam się nieśmiało
Vincent spojrzał na mnie niezwykle łagodnym wzrokiem i pozwolił się oprowadzić. Cieszyłam się jak dziecko mogąc pokazać mu miejsce, w którym spędziłam większość swojego życia. Za dzieciaka bardzo często przyjeżdżałam tu z rodzicami, którzy od małego uczyli mnie miłości do sztuki. Z niezwykłym zapałem opowiadałam chłopakowi o każdej mijanej rzeczy, nie wiedziałam nawet, czy nadąża za potokiem słów, który z siebie wyrzucałam. Kompletnie zapomniałam o wcześniejszym smutku i powrocie nieprzyjemnych wspomnień, liczyło się tu i teraz. Zatrzymaliśmy się przed ogromnym budynkiem w stylu wiktoriańskim, który chciałam pokazać mu najbardziej.
-To dawna szkoła muzyczna. Teraz wystawia się tu przedstawienia i bardziej..oficjalne koncerty. Na parterze jest mała kawiarnia, jeśli chciałbyś wejść.-nerwowo przystępowałam z nogi, na nogę- Mają naprawdę dobrą kawę

Vincent CD Ayame

Nużyła go samotność. Bezczynność nigdy nie była jego ulubionym zajęciem, także starał się czymś zająć. Gra i śpiew odpadały. Nie dość, że nie przyszedł na lekcje, to jeszcze miałby zakłócać spokój nauczycielom w ich prowadzeniu? Musiałby wykazać się prostactwem, a nie chciał, by tak go kojarzono. Zwyczajnie przypatrywał się każdemu szczegółowi twarzy niewiasty. Zapamiętał je. Czuł, że są coraz bliżej, lecz coraz bardziej się od siebie oddalają. Jeśli naprawdę popełni jeszcze jeden błąd, może o niej zapomnieć. Zauroczona, czy nie, nadal była wyjątkowa. Nie mógł sobie pozwolić na tak haniebne czyny. Nie był plebsem, by narażać swe imię dla tak błahych spraw. Przemył się jeszcze i mógł kontynuować swe deliberowanie. Odłożył rysunek, samemu próbując coś stworzyć. Zainspirował się dziełami dziewczyny. Dzięki nim poczuł wenę do tworzenia czegoś, od czego przez jakiś czas stronił. Nie miał talentu, czy po prostu go nie wyćwiczył? Nieważne. Starał się, jednak odniósł jedynie porutę. Postanowił wyjść ze swojej groty, by zaczerpnąć powietrza i inspiracji. Ulokował się w klasycznym miejscu - przy największym oknie. Dopiero po kilku chwilach zauważył, że nie jest sam. Poczuł ukłucie w boku. Natychmiast złapał się za obolałe miejsce, po czym zwrócił wzrok na sprawcę. Był nim szatyn o szczeniackim wyglądzie.
- Jesteś cały? - zdążył zapytać, zanim ten się podniósł. Nie wyglądał na potrzebującego pomocy. Objął go uważnym wzrokiem. To co miał na dłoniach wprawiło go w niemałe osłupienie. Pacynki? Ile on miał lat? Czyżby było tu coś więcej niż liceum?
Nie znał jego głosu. Był dla niego dość interesujący, także zaczął temat od banalnego.
- Co tu robisz? - odgarnął włosy z twarzy, tworząc perfekcyjne uczesanie jedynie palcami. Chłopak wydawał się być strasznie zdenerwowany.
- Nie musisz ze mną rozmawiać, Paniczu - odparł ściszonym głosem. - Ale jeśli będziesz czegoś potrzebować, jestem zawsze do Panicza dyspozycji. Me lokum umieszczone jest na najwyższym piętrze. Rozpozna Panicz me drzwi - mruknął, odchodząc z miejsca. Ludzie w owej szkole byli naprawdę kontrowersyjni. Nie miał na celu go wystraszyć, wręcz przeciwnie. Chciał być edupedią jak na swoje możliwości. Zawsze selekcjonował ludzi. Może czas to zmienić...
Przystanął przy stołówce, czując przyjemny dla nozdrzy aromat. Spojrzał na spis dań i godzin ich podawania. Jeszcze dwie godziny... Westchnął i wybrał się na samotne zwiedzanie szkoły. Ochroniarze nie zwracali na niego uwagi. W szkole nie było obowiązku pojawiania się na zajęciach codziennie. Można było je opuścić najwyżej raz w tygodniu, inaczej przydzielali minusowe punkty. To kompletnie by go pogrążyło.
Nie przestał myśleć o Ayame. Stała się dla niego Błękitną...? Nie, to nie następuje tak szybko. Ona nie może być jego Błękitną. O wilku mowa. Pojawiła się przed nim jak na zawołanie. Wysłuchał jej z widocznym zdębieniem. Jej naprawdę zależało...
- Nie obawiaj się, ma Miła. Nie będą mieć asumptu, by się do tego posunąć - ujął jej dłoń, przepraszająco się kłaniając. Zdawała sobie sprawę z tego, iż powodem jego decyzji było sprawdzanie jej? Nie reagowała na to? Zaczynał wątpić w chwilowe zauroczenie. Pierwszy raz spotkał się z taką sytuacją. Powoli podniósł kąciki ust.
- Przyrzekam Ci. Będę z Panienką tak długo jak tylko Panienka zechce - pogładził jej rozgrzane ramię. - Nie rozmawiajmy na korytarzu. Musimy znaleźć bardziej ustronne miejsce - jego tęczówki zaczęły drzeć, a wargi samoczynnie się rozsunęły. Czuł dotyk dłoni wybranki na swojej... Los postanowił ich złączyć? Jakże cudowne uczucie...
Usadowili się na ławce obok posągu zdobiącego drobny ogród wokół szkoły. Był ciekawy co naprawdę do niego czuje. Czy go lubi, czy może coś więcej. Hiperbola? Możliwe... Odkąd pamięta przez swoją wyobraźnię dużo rzeczy okazywało się być znacznie innymi, niż myślał.
- Jak było na zajęciach, Panienko? - przygryzł wargę. Nie starał się nawet ukrywać swoich emocji. Zaufał jej... Chciał się dowiedzieć, czy nikt nie sprawia jej przykrości, czy radzi sobie ze wszystkim. To w tym momencie było dla niego najważniejsze.
Okryta niebiańskim puchem
Awangardowa oblubienica
Splamiony farys jej serca staje w szranki
Agonia jego trwodze.

Ayame CD Vincent

Usiadłam na łóżku, podkulając nogi. Spoglądałam na złoty pierścionek, który od czasu poznania chłopaka stał się nieodmienną częścią mojego wyglądu. Oparłam głowę o zimną ramę mebla i bez celu wpatrywałam się w wiszące na ścianie rysunki. Nie wiedząc kiedy, zasnęłam.
- Sektory są zamykane na noc, aby nikt nie poruszał się pomiędzy nimi. Złamał Pan jedną z najważniejszych zasad tej szkoły. Jeszcze jeden taki wybryk, a zostanie Pan wydalony ze szkoły. Proszę wracać do siebie- ze snu wyrwał mnie donośny, kobiecy głos
Podniosłam się z przerażeniem patrząc na drzwi. Doskonale wiedziałam do kogo skierowane były te słowa…. Vincent. Ostrożnie wstałam z łóżka i pośpiesznie wyszłam z pokoju, jednak chłopak zdążył już zniknąć za zakrętem. Westchnęłam i oparłam się plecami o drzwi, uprzednio je zamykając. Słowa kobiety mocno wryły mi się w pamięć, dając wiele do myślenia.
-Zostanie Pan wydalony..-powiedziałam cicho, chowając twarz w dłoniach
Poczułam jak świeżo zakrzepnięte rany się otwierają, wywołując ogromny ból w sercu. Czy to naprawdę możliwe, że stracę kolejną bliską mi osobę? Nie, nie, nie… nie chcę po raz kolejny przez to przechodzić. Moja serce i psychika nie wytrzymają kolejnej straty, to już za dużo. Przecież nie robię nic złego, a ludzie i tak ode mnie odchodzą…
-Dlaczego to tak bardzo boli. Głupia, nie nauczyłaś się jeszcze, że nie powinnaś się tak łatwo przywiązywać?- przeklinałam się w duchu
Poczułam słone łzy, ściekające mi po policzku. Otarłam je wierzchem dłoni i zacisnęłam piąstki, próbując odgonić od siebie wszelkie negatywne emocje. Podniosłam się i chwiejny krokiem podeszłam do niewielkiej toaletki stojącej w kącie pokoju. Muszę z nim porozmawiać i to jak najszybciej, ale nie w takim stanie.
~~~~~~~
Wyszłam z pokoju, kierując się w stronę Sali lekcyjnej. Puste korytarze i panująca wkoło cisza jeszcze bardziej mnie dołowały. Powolnym krokiem weszłam do klasy, siadając w ostatniej ławce pod oknem. Ukradkiem spojrzałam w stronę Vincenta, który również nie wyglądał najlepiej. Smutny wyraz twarzy i oczy pusto wpatrujące się w przestrzeń. Nie potrafiłam skupić się na lekcji, cały czas układałam w głowie scenariusz mojej rozmowy z blondynem. Po skończonych zajęciach czym prędzej wzięłam swoje rzeczy i podbiegłam do sunącego po korytarzu chłopaka.
-Vincent..-wyszeptałam cicho, stając za jego plecami
Odwrócił się, patrząc na mnie swoimi złotymi oczami, z których nigdy nie potrafiłam nic wyczytać.
-Możemy porozmawiać?- mocniej zacisnęłam palce wokół podręcznika do języka japońskiego
Podniosłam głowę, patrząc na wyczekującego chłopaka. Starałam się przybrać obojętny wyraz twarzy, jednak oczy wyrażały smutek, jakiego Vincent jeszcze nigdy w nich nie widział.
-Słyszałam twoją poranną rozmowę z nauczycielką… Ja…- mój głos załamywał się z każdym kolejno wypowiedzianym słowem- Nie chcę znów stracić bliskiej mi osoby, proszę nie odchodź. Nie chcę zostać sama.-z trudem powstrzymywałam łzy- Wiem, że też obawiasz się tego, co się stanie, widziałam to w twojej głowie. Przepraszam, w takim stanie nie panuję nad swoją mocą-spojrzałam na drżące dłonie, które z ogromnym trudem utrzymywały podręczniki- Vincent, proszę…- po policzku spłynęła samotna łza. Odwróciłam głowę, nie chciałam, żeby chłopak ją zauważył

Vincent CD Ayame

- Ma Panienka talent godny pozazdroszczenia - poczochrał jej włosy, zostawiając je w nieładzie. Tak zdawała się wyglądać jeszcze bardziej uroczo. Przyglądał się jej pracy przez kilka dłuższych chwil. Panienka była wtedy cała w skowronkach, a jej oczy mieniły się bardziej, niż szczere złoto. Jej uroda wciąż przewyższała względy innych, lecz wtedy zrobiłby wszystko, by tylko do niej przystąpić. Kolejną obietnicą złożoną w sercu było uczynienie jej z powrotem szczęśliwej. W końcu jest mężczyzną, obrońcą kobiet. Choć nigdy nie pasjonowali go rycerze i nie uważał ich za wybitnych wśród królewskiego dworu, dziś poczuł jak tli się w nim iście rycerski obowiązek chronienia młodej damy.
Spojrzał w okno, przez które przebijały się promyki słońca. Nie warto było marnować dnia, siedząc w pokoju. Wziął od niej rysunek i schował go do specjalnie ozdobionej teczki, po czym wrócił na miejsce.
- Nie chciałaby Panienka wyjść ze szkoły? W Japonii jestem drugi dzień, nic przez ten czas nie widziałem. Może Panienka pokazałaby jakieś ciekawe miejsca? - podsunął pomysł z cichą nadzieją, że się zgodzi. Spędzanie z nią czasu było jedną z najmilszych rzeczy, które spotkały go podczas wielu miesięcy. Nie mógł w taki sposób jej stracić. Nie mógł w ogóle jej stracić...
Gdy dziewczyna potwierdziła, dość szybko się zebrali i ruszyli. Ona prowadziła, co wyraźnie było mu na rękę. Powiedziała, że to gdzie idą jest niespodzianką. Czemu tak okrutnie się nad nim pastwiła? Nie mógł przestać myśleć, gdzie ta może chcieć go zaprowadzić. Podczas spekulowania wpadł mu do głowy zupełnie odmienna koncepcja. Ayame wcale go nie polubiła. Może cały czas nieświadomie używał tej czarciej mocy... To kompletnie wytrąciło go z równowagi. Podczas gdy Panienka opowiadała o mieście, ten bezczelnie skupiał się na własnych zmartwieniach. Dlatego chciał pozbyć się tego "daru". Nie wiedział nawet kto jest jego sprzymierzeńcem, a kto działa pod wpływem jego mocy. W takiej sytuacji mógł zrobić tylko jedno, choć to byłoby nieuczciwe. Lecz skoro musiał... Może mu wybaczy.
Kiedy wrócili do szkoły było już popołudnie. Mogli jeszcze spędzić trochę czasu razem. Starał się nie wzbudzać w niej podejrzeń, choć było to dosyć trudne. Naprawdę prawdopodobne było, że jest tylko zauroczona przez madness. Nie był w stanie wyrzucić z głowy tej myśli.
Tak jak poprzedniego dnia, poprosił nauczycielkę o podprowadzenie Panienki. Nie dbał o to, że jest w tym momencie zbędnym ciężarem. Podprowadził ją pod same drzwi, skłonił się i zawrócił. Tym razem nie zaszedł zbyt daleko. Gdy tylko korytarz był pusty, usadowił się przed drzwiami wybranki. Nasłuchiwał. Coś musiało naprowadzić go za rozwiązanie owego sporu myśli. Jego organizm nie był przyzwyczajony do długich, nocnych antagonizmów. Zasnął pod jej drzwiami.
- Panie Rarabai, można wiedzieć co Pan tu robi? - długowłosa pochyliła się nad nim, trzepiąc jego ciałem. Obudziła chłopaka, który zdał sobie sprawę z tego czego dokonał. Jak mógł tak postąpić...? To hańba. Splamił swoje dobre imię...
- Sektory są zamykane na noc, aby nikt nie poruszał się pomiędzy nimi. Złamał Pan jedną z najważniejszych zasad tej szkoły. Jeszcze jeden taki wybryk, a zostanie Pan wydalony ze szkoły. Proszę wracać do siebie - wciąż spoglądała na chłopaka, który podniósł się z obfitym rumieńcem i skierował do swojego pokoju. Ayame wszystko to słyszała...? Jeśli tak, może już pożegnać się ze znajomością. Zacisnął dłonie, a policzki przecięły łzy. Powinien szykować się na pierwsze lekcje, lecz nie miał siły. Nie może jej stracić...

środa, 27 lipca 2016

Ayame CD Vincent

Usłyszałam przyśpieszone bicie jego serca, denerwował się tym, co odpowiem na zadane przez niego pytanie. Odwróciłam wzrok, przenosząc go na trzymany przeze mnie notatnik. Delikatnie pogładziłam przyjemną w dotyku skórę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Nikt wcześniej nie poprosił mnie o coś takiego, to była dość niecodzienna propozycja. Nie byłam pewna, czy w obecnym stanie dam radę narysować cokolwiek, a tym bardziej rysowany z pamięci autoportret. Moje palce nerwowo zaciskały się wokół grzbietu dziennika, powodując pojawienie się na nim niewielkich marszczeń. Podniosłam wzrok, znów wpatrując się w złote oczy chłopaka.
-Postaram się-próbowałam ukryć zdenerwowanie, jednak zdobiące moje policzki rumieńce wszystko zaprzepaściły- Czy uznasz to za niegrzeczne, jeśli zacznę już teraz?
Mężczyzna pokiwał przecząco głową i przeniósł wzrok na moje trzęsące się dłonie. Otworzyłam notatnik, jednak po chwili namysłu zamknęłam go jednym szybkim ruchem i włożyłam do tylnej kieszeni spodni.
-Zapomniałam, że nie rysuję dla siebie, przepraszam. Wydarta kartka nie wyglądałaby estetycznie.-odgarnęłam za ucho kosmyk kasztanowych włosów-Zacznę pracę już dzisiaj wieczorem, kiedy wrócę do siebie, obiecuję.
-Nie pozwolę Ci zarwać kolejnej nocy, Panienko-powiedział niezwykle opanowanym tonem i podszedł do jednej z granatowych szafek
Przez chwilę przeszukiwał ją, mierząc wzrokiem kolejne półki. W pewnym momencie wyjął z niej niemal nieużywany blok z białymi kartkami. Wręczył mi przedmiot, delikatnie się przy tym uśmiechając.
-Dziękuję, Vincencie-odwzajemniłam gest, ukazując przy tym rząd białych zębów- Ale nie musiałeś…- przerwałam, uznając za nieuprzejme odtrącanie dobroci gospodarza
Otworzyłam blok i wyjęłam z kieszeni ołówek, którego użyteczność powoli dobiegała końca. Do drugiej ręki wzięłam telefon, uprzednio wyszukując w galerii jedno z moich nielicznych zdjęć, zrobione na początku trzeciej klasy gimnazjum. Byłam na nim prawdziwie szczęśliwa, nie świadoma jeszcze o swoich wzrokowych umiejętnościach. Oparłam całość na kolanach i przyłożyłam rysik do kartki papieru. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie, dlaczego się tak denerwowałam? Delikatnie przejechałam nim po białej powierzchni, zostawiając za sobą chwiejną, szarą kreskę. Odetchnęłam głęboko i powtórzyłam ruch, moje zdenerwowanie powoli zanikało, ustępując niezwykłemu skupieniu i determinacji. Nie chciałam zawieść chłopaka przez swoją niestabilność emocjonalną. Oboje siedzieliśmy w ciszy, wpatrując się w opartą o moje nogi kartkę papieru.
-Ma Panienka ciekawą kreskę-powiedział w pewnym momencie, wyrywając mnie z transu
-Hm? Ach, dziękuję-uśmiechnęłam się nieco zdezorientowana-Sama nie do końca pamiętam w jaki sposób się wykształciła, nie zaszczycę Cię niestety żadną ciekawą opowieścią.-westchnęłam cicho- W każdym razie rysuję już jakieś 4 lata, zawsze wydawało mi się, że to dużo. Przez ten czas nagromadziło się sporo prac różnego gatunku… weduty, rysunki batalistyczne i animalistyka, jednak niespecjalnie to do mnie przemawiało. Rysując portrety mogę przelać na papier więcej uczuć, pokazać ludzkie wady i zalety…- zatrzymałam się na chwilę ukradkiem spoglądając na Vincenta, który uważnie słuchał każdego wypowiedzianego przeze mnie słowa, jeśli nie z zaciekawienia, to z czystej grzeczności.
Jeszcze przez pewien czas prowadziłam swój monolog, kończąc go wraz z ostatnią narysowaną na kartce kreską.
-Już prawie, zostały mi tylko cienie. To nie powinno zająć długo- uśmiechnęłam się delikatnie, przecierając obolałe nadgarstki
Nie wiedząc kiedy, oparłam delikatnie głowę o lewy bark chłopaka. Byłam zbyt skupiona, żeby to zauważyć, czy poczuć. Kilka ostatnich pociągnięć i gotowe.
-Skończyłam-poderwałam się do pionu z uśmiechem spoglądając na czarno-biały rysunek
Szeroki uśmiech, oczy pełne dziecięcej naiwności i różany wianek, który dodawał mi urok. Rogi były niewielkie, jakby nie do końca wykształcone. Byłam zadowolona z tego, co właśnie udało mi się stworzyć. Podałam kartkę chłopakowi, czekając na jego reakcję.

Vincent CD Ayame

Przebudził się około szóstej rano.
Zawsze wstałał o wczesnych godzinach i nie było potrzeby go budzić. Jako iż niedziela była dniem wolnym od zajęć, mógł sobie pozwolić na dłuższe stylizowanie swego wyglądu. Tego dnia ubrał białe lakierki, alabastrowe spodnie i jednakowego koloru z dodatkiem złota szustokor z żabotem i kameą. Uraczył palce starym, białym złotem i zaczął poprawiać rozwiane pukle włosów.
Ostatnim posunięciem było założenie na oko złotej soczewki, przypominającą drugą tęczówkę.
Wiele osób mówiło mu, że na tle tego wszystkiego heterochromia to najmniej wyróżniający się element, lecz jemu to zwyczajnie nie pasowało.
 Nie był mutantem. Westchnął, oglądając się jeszcze raz w lustrze.
 Pomimo takiej dokładności i przywiązywania dużej wagi do ubioru nie trwało to długo. Od dzieciństwa wpajano mu perfekcyjność, więc nawet nie zauważał tego w jakim tempie to robi i ile trwałoby to u innych.
Stąpał mężnie po cieniu duszy Frasunek czartów
Wpadł w sidła utkane najsubtelniejszą siecią
Pogrążony wojownik Błękitnej gotów jest uschnąć na jej ramionach
Gdy usłyszał pukanie do drzwi, natychmiast się zerwał. Nie sprawdzając kto znajdował się po drugiej stronie, otworzył. Ayame... Kąciki ust samoczynnie uniosły się ku górze. Widząc co przyniosła uradował się jeszcze bardziej. Zamienił z nią kilka prostych zdań przed zajrzeniem do szkicownika. Czyżby znalazł bratnią duszę? Po tylu latach szukania... Bóg się nad nim zlitował, przysyłając mu urodziwą damę. W dodatku utalentowaną. Rysowała znacznie lepiej od niego. Wszystkie postacie były narysowane specyficzną, lecz przyjemną dla oka miękką kreską. Rogi stanowiły w jej pracach naprawdę ciekawy element. Rozumiał i szanował jej przywiązanie do matki. Owa jejmość była prawdziwą szczęściarą, posiadającą tak wykwintne gniazdo. Gdyby tylko taka ptaszyna wleciała w jego schron, nigdy nie pozwoliłby mu odlecieć.
Jednym ruchem przewrócił następną z kolei kartkę, jednak przy tej zatrzymał się ciut dłużej. Przedstawiała nastolatka z charakterystycznymi rogami. Nie były takie jak innych.
 Eleganckie, nie kojarzyły się ze zwierzęciem, a fantastycznymi stworzeniami z książek i filmów. Zaniemówił. Idealnie zawarte detale, cieniowanie całkowicie zgodne z rzeczywistością. Był pod wrażeniem.
Zanim zdążył przemówić, uświadomił sobie coś istotnego. Skoro tak szybko to zapamiętała, musi mieć albo fotogeniczną pamięć, albo wpatrywała się w niego z uwagą przez spory okres czasu. Nie miał na tyle odwagi by zapytać. Nie wypadało. Po prostu były nadzwyczaj piękne i powinno mu wystarczyć. Lecz czemu narysowała właśnie jego? Możliwe było, że chciała zrobić na nim wrażenie. Tak czy tak, zarwała dla niego niemałą część nocy, kiedy powinna była regenerować organizm. Nieodpowiedzialne, lecz urocze. Podniósł wzrok na jej oczy.
 - Twe prace przewyższają doskonałością historycznych malarzy, Panienko. Szczególnie ten ostatni - ujął jej dłoń, odzianą w uzyskany poprzedniego dnia pierścień. To wszystko toczyło się tak szybko... Zbyt szybko. Pozwalał sobie stanowczo za wiele. Mimo wszystko postanowił kontynuować. To dawało mu werwę i siłę do działania. Jeszcze nigdy nie doznał takiego uczucia, jakim obdarzył tę pannę. Znów nie dano im być razem przez dłuższy czas. Zawołano ich na stołówkę, gdzie czekało śniadanie.
Skłonił się, prosząc ją o podanie dłoni. Blade lico dziewczynki okryło się obfitym pąsem. Nie miał jeszcze do czynienia z tak uroczą osobą. Była prawdziwym cudem od Boga. Dumnie stąpał po rozświetlonych korytarzach.
 Światło czyniło ją jeszcze piękniejszą. Dotarli ostatni. W sali ujrzał nauczycieli, siedzących przy jednym stole z boku i drugi, dość spory stół, przy którym siedziała jedynie garstka osób. Podszedł do najmniej osiadłej części, jednak i stamtąd dało się zauważyć dziwne spojrzenia skierowane w jego stronę. Niektóre zaciekawione, inne kpiące. Żaden czart nie zawróci jego umysłu na tyle ile mogłoby się zdawać. Odsunął jej krzesło, siadając obok. Musiał przyznać, że dania nie wyglądały źle.
Kanapki i płatki na mleku nigdy się nie przejedzą. Wybrał płatki, co zrobiła i jego towarzyszka.
 - Smacznego - skinął głową, nie czekając na odpowiedź.
Wyprostowany przysuwał łyżkę do ust, podnosząc ją wysoko w górę. Nauczył się kultury przy stole już za dziecka. Nie podobało mu się jak jedzą inni.
Pochylali się do jedzenia jak świnie do koryta. Widocznie Ayame postanowiła go naśladować, co skończyło się zalaniem bluzki. Wziął serwetki i zaczął ją wycierać. To było naprawdę miłe, ale nie musiała. Ją w pełni akceptował. Nie uniknęli śmiechów gapiów. Jakby robili coś złego.
 Perwersyjne dzieciaki zawsze znajdą powód do śmiechu. Żałosne. Po skończonym posiłku wrócili do jego pokoju. On pokazał jej state rysunki, których nie musiał się wstydzić. Były ich tylko dwa, lecz to zawsze coś.
Róże owleczone cierniem na karym koniu i gotycka modelka. Pierwszy i ostatni raz tak dobrze wyszła mu sylwetka kobiety. Grzechem byłoby się jej pozbyć. Wziął głęboki haust powietrza w płuca, po czym przesunął się bliżej niej. Nie wydawało mu się to nieodpowiednie, przecież mu na to pozwalała.
 - Mogę mieć jeszcze jedną prośbę, Panienko? Możesz dla mnie narysować swą twarzyczkę? Chciałbym mieć Panienkę zawsze blisko siebie - poczuł jak serce zaczyna kołotać. Oddech przyspiesza. Czemu się tak denerwował...? Przecież był pewien swoich słów i czynów.
Przyrzekł sobie nigdy nie być z nich zawiedziony. Musiał tego dotrzymać.

Ayame CD Vincent

Przekręciłam klucz w zamku i upewniając się, że drzwi na pewno są zamknięte, usiadłam na obszernym parapecie, który ostatnimi czasy był moim ulubionym miejscem. Otworzyłam okno, ciesząc się delikatnym wiatrem i kojącą ciszą, przerywaną co jakiś czas przez ledwo słyszalne huczenie sowy.
Przymknęłam oczy i przejechałam opuszkami palców po rubinowym oczku pierścienia. Uśmiechnęłam się nieświadomie na myśl o nowo poznanym chłopaku, który diametralnie zmienił moje dotychczasowe nastawienie do ludzi. Nieświadomie zdjął ze mnie maskę obojętności i wiecznego przygnębienia, zamieniając ją na tak dawno nie używany uśmiech, którym w przeszłości obdarzałam niemal każdą mijaną osobę.
 Otworzyłam oczy i w bezruchu oglądałam gwiazdy, które dzisiejszej nocy były jaśniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Przypominały iskierki, które pojawiły się w oczach blondyna podczas naszej rozmowy na schodach.
 Przyciągnęłam nogi do klatki piersiowej i oparłam na nich głowę. Moje myśli krążyły wokół Vincenta, intrygował mnie swoim zachowaniem i niezwykłą duszą artysty, która w obecnych czasach jest coraz rzadziej spotykana. Sięgnęłam do kieszeni spodni, wyciągając oprawiony skórą notatnik, który był sprawcą wszystkich tych wydarzeń.
„Byłbym rad, gdyby Panienka pozwoliła mi rzucić na nie okiem”. Przypomniałam sobie słowa chłopaka, który zainteresował się zawartością dziennika.
 Uniosłam do góry jeden z kącików ust i podniosłam leżący obok ołówek. Przyłożyłam rysik do kartki i zdecydowanym, ale delikatnym ruchem pociągnęłam nim w górę. Ołówek rozpoczął swoją wędrówkę po podłożu, zostawiając za sobą szare kreski, układające się w tak dobrze znany mi schemat. Podczas rysowania wpadałam w pewnego rodzaju trans, z którego nie potrafiłam się obudzić. Czy tak się właśnie dzieje, kiedy zajmujemy się czymś co kochamy?
~~~~~~~~~~
 Delikatne promienie słońca wkradły się do pokoju, oświetlając przy tym moją bladą twarzyczkę. Niechętnie otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że całą noc przespałam na parapecie. Zeskoczyłam na podłogę i przeciągnęłam się, prostując obolałe kończyny. Słońce już dawno wzeszło, było coś około 10.
 Rozczesałam włosy i przebrałam się w zwykłą szarą koszulkę, i krótkie czarne spodenki. Na nogi naciągnęłam czarne zakolanówki, które były nieodłączną częścią mojej garderoby. Pochwyciłam notatnik i wyszłam z pokoju, chcąc jak najszybciej spotkać się z blondynem.
Stojąc przed jego pokojem zawahałam się na chwilę, co jeśli jeszcze śpi? Mimo obaw, wyciągnęłam drżącą rękę i delikatnie zapukałam. Po chwili drzwi się otworzyły, a w progu stanął Vincent, posyłając mi delikatny uśmiech. Odsunął się na bok, dając mi sygnał bym weszła do pokoju. Usiadłam na łóżku chłopaka i spojrzałam głęboko w jego jasne tęczówki. Poprawiłam złoty pierścień, kaszląc znacząco.
 -Ch..chciałeś zobaczyć moje rysunki- zaczęłam niepewnie, wyciągając z kieszeni czarny notatnik
 Chłopak uśmiechnął się delikatnie i usiadł obok mnie. Podałam mu dziennik, obawiając się reakcji z jego strony. Przewracał kolejne strony, na których widniały narysowane ołówkiem postacie, zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Każdy z nich wyglądał inaczej, jednak wszyscy posiadali jedną wspólną cechę, jelenie poroże.
 -To przypomina mi o matce-powiedziałam, uprzedzając pytania- Jeleń to jej celtycki totem. Symbolizuje między innymi pewność siebie, szlachetność i ochronę. Może to głupie, ale w ten sposób zawsze mam ją przy sobie.-uśmiechnęłam się, bardziej do siebie niż do Vincenta
 Spojrzałam na chłopaka, który przez chwilę mi się przyglądał, po czym przewrócił kolejną stronę dziennika.

Vincent CD Ayame

Żaden rodzaj sztuki nie był obcy, jednak nie wszystkie uważał za swe powołanie. Przyrzekł sobie, że następnym razem zademonstruje jej wszystko co potrafi. Poruszy dla niej istnienie swej pierwotnej kunsztowności, zapalając znicze na jakże żałosnym pochówku. Drewno zastąpione zostało tytanem. Oszlifował już swój diament, lecz nie zamierzał spocząć na laurach.
- Byłbym rad, gdyby Panienka pozwoliła mi rzucić na nie okiem - na obliczu niedoszłego jeszcze muzyka zagościł ten sam uśmiech. Przy niej stawał się zupełnie innym człowiekiem. Nie miał powód, by z czymkolwiek się kryć. Mimo, że wiedza na jej temat była znikoma, a właściwie zerowa czuł, że ta nie oceniła go negatywnie.
Otworzyła usta, zapewne chcąc zaspokoić ciekawość blondyna. Zanim zdążyła wypowiedzieć jakiekolwiek słowo, odezwał się zwierzyniec. Miał serdecznie dość tych ludzi. Nie wiedział kim są, ani nawet gdzie są, ale wiedział jedno - nie wytrzyma długo tego harmidru. Zniweluje go jak najrychlej. Dzięki Bogu po chwili ustały i znów zapanowała cisza.
- Oczywiście - wróciła wzrokiem do chłopaka, który poprawiał złoty pierścień. Natychmiast to zauważył.
- Podoba się Panience? - przesunął go rubinowym oczkiem. Tak jak się spodziewał, potwierdziła. Zsunął go z palca, przystępując ku niej. Uklęknąć na jednym kolanie, okrywając jej palec szczerym złotem. Pasował do niej. Mienił się jak oczy istnej anielicy. Usłyszał bicie serca. Aż tak ją to poruszyło...? Na chwilę odwrócił wzrok w stronę nieba. Pokryte było gamą gwiazd. To był odpowiedni moment.
- Jak kwiat odradza grzeszną ziemię
Ty zasiałaś w mym sercu łąkę róż
Uschnięte kwiaty szpecą Twe lico, Madam
Dlaczego pozwalasz im namnażać to plugastwo?
Zarządź requiem ich istnieniu
 Ma Miła
Podniósł się, całując subtelnie jej dłoń. Wprawił ją w niemałe zdumienie. Wciąż obserwowała martwy punkt. Jej wargi nieznacznie się rozsunęły. Cóż ona mogła sobie pomyśleć? Może zwyczajnie ją wystraszył. Nie znał jej. Dalsze eksplikacje przerwał mu dźwięk otwieranych drzwi. Nie znał tej kobiety. Była od nich sporo starsza, także domyślił się, iż była nauczycielką pracującą tu na nocną zmianę.
- Madam, Panienka powinna mieć ochronę - mruknął, gdy dowiedział się, że pora na powrót do swoich pokoi. W tym czasie sektory były zamykane, mając ochronę, jednak to nie mogło wystarczyć. Jak jeden człowiek miał dopilnować porządku tak obszernego budynku? Nie chciał zostawiać jej samej. Biła od niej infantylność. Nauczycielka niechętnie zgodziła się na wspólne odprowadzenie Ayame do jej pokoju. Przynajmniej dowiedział się, w którym pokoju urzęduje. Rozanielony wrócił do swojego azylu i zamknął drzwi na klucz. Schował najcenniejsze dla niego brzemię, które ciągnąć będzie po kres swych dni. Usiadł w oknie, wyszukując kontretnych gwiazd. Zdał sobie jednak sprawę z tego, że żadna z nich nie dorównuje urokowi zwyczajnej niewiasty...

Ayame CD Vincent

Smyczek z poruszał się po strunach z niezwykłą gracją i dokładnością, a towarzyszące temu dźwięki należały do najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek słyszałam. W osłupieniu wpatrywałam się w mężczyznę swoimi lawendowymi, pełnymi zaciekawienia oczami. Lekko odchyliłam głowę i zamknęłam oczy, przysłuchując się bezbłędnej grze Vincenta.
-Jeśli mogę Panienkę zapytać, jak Panienka ocenia moją grę?- zapytał, wpatrując się w moje oczy
 Nie unikał kontaktu wzrokowego, chcąc poznać moje prawdziwe uczucia. Nie miałam po co go okłamywać, sama nienawidziłam być oszukiwana, więc unikałam tego jak ognia. Delikatnie nadęłam policzki, zastanawiając się nad odpowiedzią.
Moje odczucia co do jego gry były jednoznaczne, jednak nie miałam pojęcia, jak powinnam ubrać je w słowa, zwykłe „wspaniała” pozostawiłoby za dużo niewiadomych.
Spojrzałam głęboko w oczy chłopaka, który z niecierpliwością wyczekiwał odpowiedzi.
-Jest niesamowita. To brzmi banalnie, zdaję sobie z tego sprawę, jednak to jedyne przychodzące mi na myśl określenie. Swoją grą przekazujesz wiele uczuć, mam wrażenie, że momentami nawet część siebie. Słyszałam już grę wielu artystów, jednak muzyka żadnego z nich nie poruszyła mnie tak jak twoja.-uśmiechnęłam się delikatnie, rozluźniając napięte mięśnie
Wzrok mężczyzny się zmienił, jednak wciąż nie potrafiłam nic z niego wyczytać, nie ważne jak bardzo bym próbowała. Odgarnęłam zagubiony kosmyk włosów za ucho i kontynuowałam swoją wypowiedź.
 - Bardzo szanuję osoby grające na instrumentach, sama kiedyś próbowałam, na pianinie, jednak moje umiejętności były co najmniej żenujące.-zaśmiałam się perliście na samą myśl o moich nieporadnych poczynaniach-Przeniosłam się na rysowanie, ta forma sztuki dużo bardziej do mnie pasuje.

Vincent CD Ayame

Westchnął cicho, układając zgiętą dłoń na czole.
 - Panienko, zwiedzenie budynków po zmroku nie należy do bezpiecznych. Z przyjemnością jednak zaproszę Cię do swego lokum - dodał z filuternym, lecz urokliwym uśmiechem. Byłby głupcem, gdyby naraził niewiastę na samotne włóczenie się po szkole. Krzyki ustały, dzięki czemu mógł kontynuować pracę, jednak przy oku towarzyszki.
 Motywujące. Gdy usłyszał twierdzącą odpowiedź, wysunął się na przód i skierował w stronę swojego pokoju.
Ostatni pokój był najbardziej oddalony od reszty, wręcz odosobniony. Na tym piętrze znajdowała się dodatkowo sala lekcyjna i sekretariat. Jego pokój nie wzbudzał w nim zbytniego zachwytu.
Liczył się z tym, że nikt nie będzie się do niego dostosowywał, także odpuścił sobie informowania o tym. Ciszę przerwało skrzypienie kasztanowych drzwi. Ich oczom ukazał się zwyczajny pokój z białymi ścianami i kilkoma obrazami. Poza tym było jeszcze łóżko, biurko i szafa, wszystko w kolorze subtelnego błękitu. Zajął miejsce na krześle, jej zostawiając łóżko. Zauważył, że szatynka nerwowo zaczyna stukać w ekran telefonu. Na jego twarzy malował się uśmiech.
 - Panienko, tu nie ma zasięgu - jej oczy wręcz z przerażeniem skierowały się na jego. Pozostała im rozmowa lub ciągnięcie niezręcznej ciszy. Widząc zrezygnowaną minę dziewczyny podniósł instrument. Może to sprawi, że choć na chwilę nie będą czuć skrępowania.
 Usadowił go na ramieniu, przymykając oczy. Smyczek poruszał się po strunach z niebywałą dokładnością. Nie mylił się w ani jednej nucie, nie przerywał, nie zastanawiał się. Gra była wyryta w jego duszy. Nie miał już sił na śpiew. Po wytrąceniu go z równowagi musiało minąć trochę czasu zanim mógł ponownie zacząć układać w głowie słowa do swych dzieł. Musiała wystarczyć jej przygrywka. Wykonał ją bezbłędnie. Sam był pod wrażeniem.
 Sądził, że jej obecność sprawi, że zaczną drżeć mu dłonie lub zapomni pewnego fragmentu, który nadal sprawia mu trudności.
 - Jeśli mogę Panienkę zapytać, jak Panienka ocenia moją grę? - nie unikał kontaktu wzrokowego. Doskonale wyczuwał kłamstwo. Pragnął prawdziwej opinii od osoby trzeciej. Był ciekaw jej punktu widzenia. Może była to kompletna egzaltacja. Może zwyczajne stosunki międzyludzkie. Pierwszy raz przejmował się kogoś zdaniem. Oczekiwanie przeciągało się w nieskończoność.
 Robiła to specjalnie? Zastanawiała się? Już po chwili padła odpowiedź.