Gdyby nie to, że w jednej ręce wlokłem za sobą walizkę, a za drugą
ciągnęła mnie dziewczyna, to bym przywalił sobie ręką w czoło. I przy
okazji zostawił po sobie ładny czerwony ślad w postaci mojej dłoni…
Cimone miała rację, posiadałem bezużyteczną orientację w terenie. Tak
samo z podzielnością uwagi. Starałem się zapamiętać drogę, zwrócić uwagę
na inne budynki w pobliżu, słuchać prowadzącej mnie niewiasty, a
jednocześnie nie chciałem się wywalić. Dlatego odpowiadałem na jej
pytania z lekkim opóźnieniem, starając się zrozumieć, to co mówi.
-…będziesz szukał teraz pokoju? Pomóc ci? - Uśmiechnąłem się do niższej o głowę niebieskowłosej.
- Nie, dziękuję, ale chyba już sam sobie poradzę – powiedziałem.
-Super. To jak znajdziesz swoje lokum mogę cię zaprowadzić do
administracji i będziesz miał to z głowy. - Pomachałem do niej na
odchodne i skierowałem do akademiku. Spojrzałem na tablicę wiszącą na
ścianę, ogarniając plan budynku i przypomniałem numer swojego pokoju.
Jeśli dobrze pamiętałem, to była rzymska piątka. Po ogarnięciu, że męska
część akademiku znajduje się na wyższych piętrach, udałem się na
poszukiwania. Po kilkunastu schodkach, spieszących się uczniach oraz
przekleństwach znalazłem odpowiednie drzwi. Jeden rzut okiem na wnętrze i
mogłem określić, że miałem przynajmniej jednego współlokatora. Chyba z
rozpakowaniem na niego poczekam. Z doświadczenia wiedziałem, że jeśli
postawiłbym stopę tam, gdzie nie trzeba lub ruszyłbym rzeczy, której nie
powinienem, to właściciel terytorium z pewnością nie pozostawiłby tego
bez echa. Mam nadzieję, że gość miły będzie przynajmniej.
Wróciłem na zewnątrz do niebieskowłosej, którą zastałem ze słuchawkami w
uszach, acz na mój widok zaczęła je wyciągać. Na jej pytanie
uśmiechnąłem się kwaśno. Teraz papierki, zapowiada się cudowne
popołudnie.
- A mam inny wybór? - spytałem żartobliwe.
Nagle sobie przypomniałem o istotnej kwestii, którą pominąłem, dlatego postanowiłem zaraz naprawić swoje niedopatrzenie.
- Właściwie, to warto byłoby się przedstawić. Jestem Theodor, ale wolę,
gdy mówią na mnie Theo. A panienka? - Imię. Jedna z najbardziej
istotnych rzeczy w życiu człowieka.
(Pina? Wybacz, że tak długo. ; ; )